wtorek, 4 czerwca 2019

swetry

Szare, bure, proste i nijakie, zwyczajne takie po prostu do pracy - takie zwykle robię sobie swetry i bluzki. A tym razem postanowiłam inaczej. 

Różowy, styl słodki, niegładki i jeszcze z dziecięcymi bąbelkami - taki jest mój nowy lekki sweterek na chłodniejsze wieczory tego lata. Nie w moim stylu, ale co tam! 

W dodatku, szczerze się przyznam, że poprzedni też nie był tak całkiem pozbawiony koloru. Wszystkie odcienie turkusu, choć turkus do tej pory także nie należał do palety moich kolorów.

Chyba ogród mnie zmienia. Rozmiękcza moje zasadniczości, wydobywa z cienia świetliste barwy, odważne, szalone. Nagle te wszystkie fuksje, cytrynki i pomarańcze kradną miejsce burej zwyczajności. Jeszcze chwila i nie poznam swojej szafy albo - co lepiej - tej babki w lustrze!

niedziela, 2 czerwca 2019

ulubiony balkon

To mój obecnie ulubiony balkon. Kierunek północny wschód. Kiedyś myślałam, że balkony od wschodu nie mają sensu. Oczywiście, co ja tam wiedziałam!

Nawet gdy rano nie jest jeszcze zbyt ciepło, ale słońce już wyłazi zza domu sąsiada, tutaj mogę przesiąść z poranną kawą. Promienie dodają mi ciepła.

Popołudniami, gdy upał zasłania nam rolety w oknach od strony południowo - zachodniej, tutaj mogę przesiąść na chwilę z pucharkiem ulubionych lodów lub owoców. Jest przyjemnie chłodno.

To są zeszłoroczne pelargonie, kupione w ogrodniczym jako sadzonki. Nabyłam dwie w kolorze takim, jak na zdjęciu i jedną jaśniejszą. Przezimowałam je, pierwszy raz miałam gdzie, a na wiosnę pobrałam zaszczepki i teraz mam pięć skrzynek! Nie mogę się doczekać, aż wszystkie zakwitną. Będę miała niespodziankę co do rozkładu kolorów.

To są gerbery, kupione w zeszłym roku za 2,49 zł. Wyglądały marnie. Wtedy miały dwa kwiatki i nie zakwitły więcej. W zimę straciły prawie wszystkie liście. Warto się nie poddawać zwątpieniu. Obecnie naliczyłam osiem kwiatowych pąków, cztery już wyłażą swoją czerwonością ponad zieleń.

A to sadzonki papryki ozdobnej, pomarańczowej. Piękny egzemplarz dostałam jesienią zeszłego roku. Gdy jego czas się skończył, pobrałam nasiona, a na wiosnę posiałam na domowych parapetach w pudełkach po lodach, serkach, margarynach. Użyłam nasionek tylko z dwóch papryczek. Nie wiedziałam, że wszystkie wykażą wolę życia. Jesienią chyba pół świata obdaruję owocującymi mam nadzieję krzaczkami.


środa, 29 maja 2019

kwiaty

Fiołki mam od dawna. Pierwsze dostałam od kolegi na urodziny. Eleganckie, granatowe pączki i rozwinięte już kwiaty z zabawnym złocistym środkiem, soczysta zieleń prosto z kwiaciarni. Skończyłam wtedy kilkanaście lat, pewnie około 12. Wszyscy wiedzieli, że kocham książki. Dostałam jeszcze wtedy maskotki, artykuły papiernicze, wszystko, co udało się załatwić. Takie czasy.

To były pierwsze kwiaty, jakie dostałam w życiu, pierwsze z kwiaciarni, a nie w formie szczepki od sąsiadki, pierwsze od chłopaka. Pamiętam, że zatrzymały mnie w przedpokoju, w półkroku między zabawą a pasją. Oniemiałam. Byłam zachwycona.

Kolega pewnie dziś już tego nie pamięta, chociaż chyba zapytam przy okazji, z ciekawości. Różne rzeczy między nami mogły się wydarzyć, o mały włos, a jednak się nie stały. Czasem nas bierze na wspominki, jakimś podłym wieczorem, podszytym smutkiem lub melancholią, gdy w rytm starych przebojów wystukujemy każde na swojej klawiaturze znaczenie własnych nastoletnich wyborów.

Tamtego fiołka nie dało się uratować.

Teraz mam inne. Uwielbiam je. Potrafię je pielęgnować, leczyć, rozmnażać. Moja kolekcja w tym roku zaczęła się rozwijać, bo odkryłam grupę pasjonatów tych kwiatów. Okazało się, że jest mnóstwo rodzajów fiołków, mają swoje nazwy i są ludzie, którzy stwarzają nowe. Listki można zakupić przez Internet i samodzielnie ukorzenić.

Mam teraz w domu niezłe przedszkole moczących ogonki w wodzie listków. Ćwiczę się w cierpliwości.

Póki co kwitną mi tylko moje stare egzemplarze, te bezimienne, nierasowe, nieskatalogowane, ale dla mnie cudowne.

A tymczasem w ogródku...