niedziela, 8 października 2017

czapeczka ze szczęścia

Wczoraj tak sobie łaziłam po parku, wlokłam się koło za kołem, skrzętnie omijając parkowe rzeźby i inne potworki. Nie zawsze się da przysiąść na ławce i poczytać, a właśnie pochłaniam najnowszą powieść jednej z moich ulubionych autorek literatury bestsellerowej. No i żal, bo wcześniej padało, deski mokre, w ogóle wiatr i aura nie ta.
Szłam więc. Szczęścia szukałam.


Jesień w toku, ale trawy w parku jeszcze intensywnie zielone, z koniczynami powszednimi, zapłakanymi nieco. Jestem pewna, że i takie przynoszą szczęście.

Wracałam potem oczywiście ulubioną alejką kasztanową przy osiedlu. Ach te brązowe kulki! Uwielbiam.



No i wczoraj w nocy zaczęłam, a dzisiaj kończyłam, czapkę uszatkę dla najmłodszej. Spała już, robiłam na czuja, no i wyszła ... za mała! Dzień zatem zaczęłam od prucia, a potem już tylko czysta rozkosz. Znowu jest ktoś w moim domu, któremu bezkarnie mogę dziergać te wszystkie maleńkie czapki, skarpetki, sweterki. Takie drobiazgi szybko się robi i można sobie naprawdę pofolgować w kwestii kolorów i wzorów. Bo ta starsza to wiadomo - wszystko czarne i najlepiej nie z włóczki. Ech...


czwartek, 5 października 2017

liście z nie moich drzew


Nie mam nic do powiedzenia. Ot, melancholia mnie naszła przez tę poranną wizytę, pospieszną, nerwową nawet. Wydałam złoty pięćdziesiąt na szatnię, podchwyciłam obojętne spojrzenia. Dzień jakich wiele. Dodatkowo - popaduje sobie, jak mówiła moja babcia. Nie zabrałam parasola, kurtka mokra. Podobno mała nawet nie marudziła za bardzo, tak się ładnie złożyło między karmieniami.
Każdy mój dzień jak liść, żółknie, spada, o wielu zapomnę. Niektóre podepczę, innych szkoda. Niby tak ich dużo. Choć wszystkie policzone, dobrze, że nie znam ilości tych, co jeszcze przede mną.
Takie marnotrawstwo natury, niszczenie, bezduszne wykreślanie drobin życia, usuwanie z drogi. A potem czekanie na odrodzenie w miejscu tych spisanych na straty. O ile się ma odrodzić.
Cóż, to banał rzecz jasna, że umieranie jest częścią życia, lecz i okrutna prawda. Powolne umieranie. Za wielokrotne złoty pięćdziesiąt. Za miliony obojętnych spojrzeń nim zmienią się może kiedyś w litość. Z każdą opowiedzianą w poczekalni historią, rankingiem zabiegów, przypadkowych wykryć i ostatnich chwil na podjęcie działań.
Jak tak się siedzi i słucha to czasem żal tych liści, straconych okazji, losów odmiennych, pokręconych. Smutno mi, że aż ja muszę słuchać skoro nikt inny nie słucha.

środa, 4 października 2017

także ten

Oto nowa rzeźba w parku. "Mieszczanie z Bródna". Wzbudza wiele kontrowersji...