niedziela, 9 grudnia 2018

co zrobiłam skarpetkom, które mnie denerwowały przyciasnym ściągaczem


Blisko północ. Pędzę z salonu prosto po męża.
- Szybko, szybko! - biorę go z zaskoczenia. - Mam problem z kominkiem, chodź!
Więc biegnie, leci, na łeb na szyję po schodach, bo kominek rzecz upragniona świeżo nabyta, więc święta. I jeszcze w korytarzu:
- A co w ogóle się stało?
- Eee -  macham lekceważąco ręką i zapalam światło. - Gnomy nam się zalęgły przy kominku, no i co zrobisz? Nic nie zrobisz.

Ale zrobił. Uśmiał się, ucieszył i przytulił. Mnie, nie gnomy.

środa, 21 listopada 2018

niegotowa


Mam tyle zaległości!
Siedzę zatem spokojnie i korzystam z tych około 60, może więcej, minut południowej drzemki mojego chorowitka. Nagrzewam plecy w słońcu zza szyby. Otumaniam mózg trzecią dzisiaj dawką kofeiny. Pilnuję, by nie zakładać nogi na nogę i od czasu do czasu wyprostować plecy.
Powinnam to, powinnam tamto. Wiele rzeczy. Ale w zasadzie się cieszę, że moje życie nie toczy się torem ustalonym. Jestem wdzięczna za każde życiowe spóźnienie, zboczenie z toru, zaniedbanie obowiązku, odpuszczenie sobie. Gdybym zawsze robiła to, co powinnam, byłabym ... nudna i w gruncie rzeczy nieprzygotowana do życia.
A tak jestem tylko niegotowa na utarte zwyczaje, na małostkowe "powinnaś" i "trzeba by", a nawet "warto". Jestem zabawnie kreatywna, jeśli chodzi o radzenie sobie w codzienności skrojonej dla mnie jakby z za małego skrawka wieczności. 
Malowniczo poustawiane brudne naczynia, trzeszcząca pośniadaniowa podłoga w kuchni, bogactwo materii zgromadzonej już nawet nad koszem do prania i kilkanaście koszul do prasowania - wszystko jakoś mnie bawi. Cóż to znaczy w obliczu mojego nieprzemyślenia siebie! Jestem w połowie ciepłej czapki na zimę i na początku zaczętego swetra, w jednej trzeciej książkowego thrillera oraz przed włączeniem obiadu. Nie zleciłam jeszcze rachunków do zapłacenia w następnym tygodniu. Nie wybrałam nawet prezentów do zakupienia. Nie wiem, jaki kolor lakieru położę w niedzielę na paznokcie oraz co trzeba będzie dzisiaj kupić w sklepie. 
Mentalnie snuję się w tym duchowym szlafroku po domu i trochę mi się jeszcze nie chce ubrać we wszystkie moje choćby dzisiejsze "powinnam".
Ale przynajmniej grudnik kwitnie, nie? Chociaż w zasadzie, hm, kwitnący kupiłam...

piątek, 26 października 2018

biedronka, która mi zwiała

Na 38 piętro bardzo rzadko dolatują gołębie, ale widziałam na szybie biedronkę. Trudno było, niezręcznie tak podczas szkolenia wyjąć aparat i robić jej zdjęcia. Więc tylko na nią patrzyłam. 
W swoim biedronkowym stylu łaziła sobie po szybie, chyba nieświadoma wysokości. Może na niej nie robi wielkość takiego wrażenia jak na mnie. Nie spieszyła się. Nawet sobie przystanęła, chociaż co to za stabilność na gładkiej powierzchni prostopadłej do poziomego betonu poniżej? W każdym razie w niej strachu nie było. Rozłożyła te swoje żenująco mikroskopijne w tym ogromie skrzydełka i z gracją rzuciła się w miejską przepaść. 
Gapiłam się trzy dni. 

Ja tak nie fruwam.