poniedziałek, 21 maja 2018

wola życia

Kiedyś w podstawówce pani na biologii albo geografii zapytała w klasie czy ktoś wie, jak to się dzieje, że natura się odradza na wiosnę. I że czasem wystarczy 5 milimetrów piachu pomiędzy płytkami chodnika, aby wyrósł tam mlecz. A w lodówce pozostawionej pietruszce zaczyna zielenić się natka. 
Natura odradza się, bo chce. Minimum wystarczy tym najmniej wymagającym. I żadne tam czary mary, tylko wola życia.

Posiałam, chwaliłam się. Sieję zresztą nadal. Ale teraz się znowu pochwalę, bo zaczyna wyłazić. Nieporadne zielone główki, jakieś rozczulające milimetry chwiejnych niteczek, krzywe rządki nie wiem jeszcze dokładnie czego, bo w sumie nie pamiętam, gdzie co, ale to kwiatki. Zioła jeszcze nie wzeszły i może nawet nie wzejdą, bo mam pewne podejrzenia co do nasion. No ale zobaczymy.
Ale że to pierwsze moje upragnione zieleniny na grządkach to zdjęcia muszą być. Mam nadzieję, że to potem pokażę już takie rozkwitnięte, buchające kolorem, rozpasane w formie. Tymczasem - jedynie zapowiedź, czysta wola życia.





storczyki i róże

Miałam bardzo intensywny weekend, pracowity i rodzinny. Narobiliśmy się w ogródku jak dzicy, szczęśliwi i umorusani godzinami szorowaliśmy paznokcie przed niedzielną rocznicą I komunii średniej córki. Oprócz tego był turniej, bo dziecię mam intensywnie trenujące, turniej zakończony ogromnym sukcesem! A międzyczasie jak co roku skończyłam swoje lata. I dostałam piękne małe róże w doniczce. Jak przekwitną posadzę je w ogródku na nowej rabatce, tej różanej, bo właśnie w sobotę zdążyłam posadzić przy płocie dwie pnące róże.




Kto wiele ma, od tego wiele wymagać będą. A ja ostatnio mam całkiem sporo nowych wyzwań. Zajmuję się rzeczami, o których nigdy nie myślałam inaczej niż w kategorii marzeń. Teraz są to konkrety do podlania, przycięcia, zaopiekowania. Dopiero co założyłam sobie parapet sukulentów, żeby już tak ciągle nie nudzić o ogródku, który w całości jest dla mnie nowością i każdy jego element także. Wyzwaniem jest także kalia, a teraz jeszcze i to - storczyki! Kolejny temat, który muszę zgłębić. Dostałam od męża i dzieci. Chyba mi ufają, że nie zmarnuję, więc muszę się naprawdę postarać.




czwartek, 17 maja 2018

w różu





Odpoczywam. Po tamtym i przed tym, zawsze jest po czym i przeważnie przed czym. W szklance herbata malinowa, a na sobie mam cudownie ciepłą kamizelkę, wełnianą, w odcieniach różu. Jakoś mi dzisiaj chłodno po tych deszczach, potrzebnych i cudownych. Jakoś mi dzisiaj królewsko, jak to w różu.

W sumie to nic nie robię, ot, siadłam i piszę sobie. Kilka zdjęć zrobiłam, kilka listków oberwałam złamanych i przekwitłych kwiatów. Obiad jest z wczoraj, odkurzać nie będę, żeby małej nie budzić, do zaplanowanego przesadzania kwiatków doniczkowych jakoś mnie nie ciągnie. Lekkie lenistwo.

Posmarowałam twarz nowym kremem, uczesałam włosy, pomarzyłam trochę o nowych ciuchach. Takie dam babskie rzeczy. Od poniedziałku zabiegany tydzień, codzienność dziecięcych zajęć dodatkowych, zakupów i jeszcze próby przed rocznicą. Po niedzieli mini biały tydzień, do środy, więc także będzie zabieganie, pewnie nerwy lekkie, żeby zdążyć. I zebrania w szkołach, zaliczenia i inne takie.

Ogród czeka na sobotę, na dalsze prace, przedostatnie. Jedna rabatka jest, ogrodzona płotkiem, kwiaty jednoroczne posadzone, trochę ziół, szczypiorek. Jeszcze kilka korzeni do wyciągnięcia i kilka drew do pocięcia. Jest też duża ogrodowa huśtawka do pomalowania i ustawienia, jeden krzew do przesadzenia. I trawnik do założenia. Może w końcu przyjdą dziś, jutro zamówione sadzonki pnących róż.

Tymczasem nasycam się kolorem herbaty malinowej i mokrych pelargonii. Trafił mi się prezent od losu - godzinka na czytanie, bezkarnie, w ciągu dnia! Królewski rarytas na balkonie, niespodziewanie, w czwartek. Po wszystkim i przed wszystkim. W różu.