czwartek, 12 lipca 2018

oczekiwanie

Nie chcę niczego przyspieszać ani myśleć dalej niż do obiadu, kolacji, snu. Czas i tak jakoś za szybko zostawia wspomnienia, a potem zbyt nieoczekiwanie je traci. Miało być później, a nagle się okazuje, że już się stało, było, minęło. Zatem być może najpiękniejszy jest właśnie czas oczekiwania, tego tuż przed, zanim. Najpiękniejszy i najtrudniejszy zarazem. 
I chociaż wcale tym razem nie piszę o kwiatkach to jednak ogrodem się podeprę na zdjęciach. Tuż przed zakwitnięciem, jeszcze chwila, momencik i będzie kolorowo, przepięknie i pysznie, beztrosko i letnio bardziej niż obecnie.





Lecz w duszy nie mam wiosennie. Znowu dopadły mnie stare demony. Ech, ta tragiczna powtarzalność, zmienność pór mojej duszy. Mimo wszystko nie zamieniłabym jej na nic na świecie!

"Strange days have found us
Strange days have tracked us down
They're goin' to destroy 
Our casual joys
We shall go on playing or find a new town
Yeah"

poniedziałek, 9 lipca 2018

kwitnące koperki

U mnie lato cudo. Ciepło tak, że codziennie trawę podlewam przynajmniej dwa razy. A jeszcze sąsiad wyjechał na wakacje i poprosił, żeby i jemu siknąć czasem na zieleń, więc mam trzy dodatkowe okazje, aby wyrwać się z lepkich łapek i postać sobie we względnej samotności w ogródku.

Niewiele mi jeszcze kwitnie. Ciągle się w cierpliwości muszę ćwiczyć. Póki co karmię oczy własnoręcznie przez moją córkę posianą kwitnącą eszolcją (dziwna nazwa, w ogóle mi nie pasuje) i kosmosem, który dostałam od mamy. Super są te otwierające się na słońce "koperki".




Co do eszolcji to miał być miks kolorów. ale póki co dominuje żółty, zasadniczo najmniej przeze mnie ulubiony kolor kwiatów. Myślę jednak, że go polubię. 
Nie kwitnie mi jeszcze lwia paszcza, łubin, słonecznik i jeżówka, a nawet aksamitka ma dopiero pąki, wciąż zamknięte. No ale późno wysiałam wszystko, bo wcześniej się nie dało. Mam nadzieję, że zdążą mnie nacieszyć. A w przyszłym roku, ach, w przyszłym roku - wszystko zrobię inaczej!



piątek, 6 lipca 2018

odpoczynek na szybko

Usiadłam na chwilę i blogi sobie czytam. Zmęczona, już niegłodna, ale jak wparowałam do kuchni to aż mi się ręce trzęsły. Tak to jest wpaść w trans, gdy niespodziewanie udaje się uśpić dziecko, a trudno przewidzieć, kiedy się obudzi. Niespodziewanie, bo ostatnio różnie z tym snem bywa, na przykład wczoraj w ogóle się nie dało i od 6:00 do 23:00 niewiele się dało zrobić z marudą. Cały ten tydzień taki sobie, zaczął się szczepieniem w  poniedziałek, a to skutecznie wytrąca małą z codzienności. No i zaburza mi wszelkie plany.

Magnolia nie kwitnie tak ładnie jak za pierwszym razem. Nie chodzi wcale o to, że jest mniej kwiatów. Nie szkodzi. Są niestety jakby uszkodzone, podeschnięte, brązowawe. Zastanawiam się, czy to przez wiatr, który kazał gałęziom bez opamiętania chłostać nasz dom. Bo sucho raczej nie miała. A może to jakaś inna przypadłość. Ktoś, kto sadził wiele lat temu tę magnolię nie przewidział, że tak się bardzo rozrośnie. I wchodzi nam w okna. Mnie to absolutnie nie przeszkadza, ale magnolii chyba jednak szkodzi. Radzą mi, żeby jej gałęzie przyciąć, ale przecież magnolia nie lubi przycinania...


W tle fragment huśtawki ogrodowej, z której jeszcze nie mogę korzystać, ale w przyszłości obiecuję sobie na niej długie godziny czytania, ech :)