piątek, 17 sierpnia 2018

3 w 1

Gdyby ktoś się mnie pytał, jak się czuję czy coś, to raczej nie byłaby to rozmowa optymistyczna. Ale na szczęście nikt nie pyta. Aktywizują się za to współpasażerowie niedoli z pracy wyrażając swoją (o dziwo) radość z mojego bliskiego powrotu. Może to forma podniesienia mnie na duchu, a może stanowię po prostu zapowiadaną wrześniową atrakcję.
Tymczasem w domu mam zoo. Pies wiadomo - od czterech lat. A teraz doszedł królik karzełek tzw. baranek. Należy do średniej córki. Ale radość daje każdemu. Nikt z nas nigdy nie miał królika, to nasz pierwszy. Nieźle kica sobie po trawie, panienka królica.



Najstarsza córka zapragnęła znowu mieć szczurka. Nie lubię tych zwierząt, do ręki nie biorę i zasadniczo mogę obserwować je tylko w klatce. Raz kiedyś mieliśmy szczura, żył prawie dwa lata. Nie zdążył mnie oswoić. Tym razem są dwa, jaśniejszy na zdjęciu i ciemniejszy. Może kiedyś uda mi się zrobić zdjęcie dwóm na raz. Obie samiczki jakby co.


W ogródku króluje jednak papryka. Zadziwiające! Mam sześć krzaczków, nie liczyłam na owoce, a są. Zobaczymy co będzie dalej. W przyszłym roku obiecuję sobie pomidorki koktajlowe, bo podobno łatwa uprawa w skrzynkach na balkonie, a ja jeden balkon chcę właśnie przeznaczyć na pomidorki. No ale póki co papryka!



Zresztą mam paprykę także na balkonie, bo dostałam ostatnio od moich gości taki oto zgrabny bukiecik w doniczce :)


sobota, 11 sierpnia 2018

powrót z wakacji



Już prawie tydzień wracam do siebie po wyjeździe, opornie wychodzę z prania, ze dwa razy robiłam zakupy jedzeniowe i nieśmiało zaczynam znowu gotować. Ach, to takie wygodne jadać "na mieście". 
Jeszcze świat nie stanął na głowie, jeszcze sierpień i udajemy, że września nie będzie jeszcze pół roku. No ale będzie, będzie.
Oglądam zdjęcia, suszę ręczniki po dzisiejszych termach i wcale mi się nie chce kupić butów do pracy. Zastanawiam się jak sobie dam radę ze wszystkim. Po raz pierwszy od stuleci mam problemy ze snem. Bez sensu. Jeszcze tyle czasu. Padam ze zwykłych zmęczeń, po co mi kolejne?

Ogródek przywitał mnie ogromem pracy, rozrośniętymi słonecznikami, trawą do koszenia. Codziennie zbieram nasiona, bo może znowu zamarzę podobnie ukwiecić ogródek w przyszłym roku, choć pewnie będę chciała inaczej. Nocami przesiaduję na prętach ogrodowej huśtawki, czekam na zamówiony materacyk, "czekam czwarty dzień" i snuję plany zemsty doskonałej na firmie kurierskiej za nienależyte wykonanie usługi doręczenia, choć jeszcze to póki co niewykonanie. 

Ale prawda jest taka, że wyjazd był bardzo udany, dostałam przepiękny pierścionek od męża na naszą okrągłą rocznicę ślubu, a teraz czas mija nam jeszcze wspólnie niespiesznie na termach, basenach, spacerach, lodach i udawaniu, że świat jeszcze nie staje na głowie. Słowem - jest dobrze, bardzo, i nawet skóra mi nie schodzi od słońca. Widać warto wcierać te wszystkie mazidła, jak się upierała najstarsza córka.