środa, 9 listopada 2016

zając


Jejku, znowu! Miało być tak ambitnie i codziennie. W dodatku nie o zwyczajności i skażone mniej lub bardziej lekko melancholijnym stosunkiem do życia. Chciałam być trochę poważniejsza niż na przykład na fejsie i trochę mniej zasadnicza niż w osobistym dzienniku pisanym metodą tradycyjną, czyli ręcznie, długopisem w zeszycie skrzętnie skrywanym.
A wyszło jak zwykle.
Znowu mnie nie było. Minęło mi kilka nienapisanych postów, już ułożonych, gotowych do wklepania. Chciałam się podzielić gradem, beznadziejnością pewnych minionych dni, pokazać jak niebo za mnie płakało, dzięki czemu mogłam z nieprzeniknionym wyrazem oczu polegiwać na kanapie, skoncentrowana na niepatrzeniu, nieczytaniu, niedramatyzowaniu.
Mam zaległą poduszkę do pokazania i jakieś inne jeszcze rzeczy, ale teraz chcę tylko powiedzieć, że pochłonęło mnie właśnie nowe hobby. Amigurumi, czyli ręcznie robione zabawki, szydełkiem.
Oto zając. Zrobiłam kilka błędów, ale mała i tak się cieszy i z rąk szkraba nie wypuszcza. Jestem w trakcie drugiego zająca, bo przecież na błędach trzeba się uczyć. Niestety, znowu się pomyliłam, ale na szczęście mniej.
Pewnie pokażę jak skończę. Znaczy - zająca pokażę, a nie błędy, bo to postaram się ukryć ;)