niedziela, 26 kwietnia 2015

park wiosną wczesną

To miał być post o parku, jak jeszcze nie było tak zielono i zachwycał mnie każdy kolor, o ile był inny od burego.





Teraz już park wygląda inaczej. Nie mam tych nowych widoków. Nieważne.
Za tymi zdjęciami stał zachwyt pierwszymi oznakami wiosny. Ale wczesna wiosna szybko zamienia się w dojrzałą. Tylko na chwilę odwróciłam się, na kilkanaście dni, a ona rozszalała się w formie i treści, pozieleniała, rozkwitła. Zaczyna zachwycać owocami, warzywami na straganach, a nie "żółtymi krzaczorami" i bladymi kwiatuchami na badylach...


poduszka postna z różu

Udało się. Skończyłam trzecią postną poduszkę jeszcze w poście, tyle że nie miałam czasu jej pokazać. Zdradzę, że powstaje jeszcze jedna - tym razem naprawdę ostatnia, czwarta. Głównym kolorem będzie zieleń.
Ale tymczasem obiecany - róż. Najbardziej podoba się moim dzieciom.

Strona pierwsza:


Strona druga:


Brzeg musiał być tym razem grubszy, bo poduszka jest troszkę większa od pozostałych. Chciałam jednak nie podkreślać tej różnicy w wielkości i zamiast dodać dodatkowy rząd kwadratów, zdecydowałam się na dodatkowe rzędy dookoła.



A tutaj z ekspresem.


Założę się, że każdy ma już dość serii poduszkowej. Cóż, ja trochę też. Ta czwarta chyba idzie mi najwolniej, ale to także przez to, że zaczęłam jednocześnie sweter. Ileż można robić kwadraty?!

w ogródku

Mam kilka postów przygotowanych, same zdjęcia, nieopisane, nieopublikowane. Takie zaległe.
W każdym zdjęciu jakieś emocje były, coś, co chciałam komuś powiedzieć.
No i czas minął, zdjęcia zostały, ulotniły się emocje, nie zapisały się.
Już nie dam rady odtworzyć.

Trudna wiosna w tym roku. Piękne szafirki jak zbiory łez wokół łodygi zdarzenia. Zachwycają mnie swoją prostotą wykonania, swoim pomysłem na świat. Wiele szafirowych kulek, skupionych w grupach, w pękach intencji, w gromadach zdarzeń. Ot, kawałki błękitu na ziemi.



Czerwień pól mini tulipanów. Nie widać na zdjęciu tego mini, ale są - karzełkowate kielichy cierpień, otulone w zieleń cebulowych płaszczy. Nie udają tych większych. Są mniejsze, choć cierpią tak samo.


Nieśmiałość też ma kolor błękitu, fioletu. Takie małe coś, niewyraźne, niedostrzegalne z oddali, niepewne z bliska. Zachwycające w swoim uniżeniu.


Królewskość? Nie, to raczej nieświadomość swojej wspaniałości.



A na tarasie - bratki. W najmodniejszych kolorach tej wiosny w mojej rodzinie.


wiosna osobista

Trochę się zamyśliłam. Wiosna mi się przegapia, ziemia zjeżdża za horyzont chmur, liście przykrywają niebo. Jestem w tym niby trochę, jak przez szybę, jakby mi się tęczówki bardziej jeszcze rozmył i zeszkliły świat.
Każdego ranka mijam coraz gęściejsze żywopłoty, cieniodajne kasztanowce, świeżo wyczesane wiatrem trawniki. I rowerów miejskich na stojakach coraz mniej, gdy potrzebne. Do łask wróciły na osiedlowych podwórkach włosy rozwiane, lekkie apaszki, niedosunięte pod brodę kurtki i polary. Czasem lody na patykach, albo i łokieć goły, krótkie spodenki… no proszę, już.
O tej porze roku zwykle czytam. Bzdura – przecież zawsze czytam, ale wiosną jakby bardziej nałogowo, szybciej, bo lżej, romansowo nawet. Emocje składają mi się ze słońcem, wichry z namiętnościami i nawet w razie burzy mam porywy na niebie i w duszy, jednocześnie.
Lecz w tym roku inaczej mi się poukładał wiosenny czas. Czytam wieczorami, powoli, ostrożnie. Na kanapie pod kocem lazurowym, z herbatą i małą lampą na podorędziu. Tylko gdy dom śpi, tylko gdy mam siły litery składać, tylko gdy nie zamgliły mi się szkiełka okularów.
Bo w tramwajach składam dłonie w kieszenie. Rozpamiętuję na koralikach na nowo pewną historię, w jakimś sensie – romans, a jakże! Trudny romans. I choć każdego dnia kończy się tak samo od setek tysięcy lat, do każdej tajemnicy chcę przyłożyć datownik z moim wymagającym Teraz.

Na balkonie - bratki. Że niby wiosna też u mnie, a co tam.