niedziela, 29 marca 2015

moja opowieść

Są różne metody snucia opowieści. Ostatnio to nasz ulubiony. Dziewięć kostek w pudełku, losowa metoda doboru obrazków, dowolność interpretacji.


 Od słowa do słowa, od kostki do kostki i rozwijają się wokół stołu niezwykłe opowieści, wystukane o blat, ułożone w ciąg.



To tylko zabawa. Temat jest narzucany. Nie wymaga w zasadzie niczego heroicznego, ot, odrobina wyobraźni. 
Tak sobie myślę, że potrzeba prawdziwej odwagi, żeby opowiedzieć swoją historię.


poniedziałek, 23 marca 2015

pisanka

Dzisiejsze zajęcia przy stole - pisanka konkursowa w oczekiwaniu na święta. Chociaż niestety nie czekam na święta. No ale pisankę zrobić można, a co tam.


W każdym razie nie tylko moja siedmiolatka miała frajdę. A jutro robimy kartki. Też na konkurs, ale pewnie i dla nas, do dekoracji. Bo zostało trochę kaczek i baranów.


niedziela, 22 marca 2015

weekendowe oblicza wiosny


Oto wiosna w sobotę na moim spacerze. W sumie zimno, ostre słońce i tylko gdzieniegdzie trochę zieleni. Moje nieumiejętności w zakresie fotografowania pozwoliły jedynie na coś takiego. Ale wiosna już się zaczęła wysilać, nie ma co narzekać.



Na parapecie za to dominuje róż i zakupiona świeżo promocyjna begonia z pewnego niebiesko-żółtego sklepu. Soczyste kolory, kruchość płatków i liści, wszystko musi pozostać jeszcze wewnątrz i tylko co najwyżej tęsknie popatrzeć przez okno w stronę zewnętrznego parapetu.



A to już wiosna niedzielna, mroźna, przyprószona poranną bielą, którą sukcesywnie do południa eliminowało słońce. Pięknie. Oczywiście zdjęcia tego nie oddają, bo cień, bo aparat, bo ja, wiadomo - prawdziwe wiosenne nieszczęścia.






środa, 18 marca 2015

ach słońce!


Ach, jak jest słonecznie w tym betonie burym, szklanym, zakurzonym. Jakoś nie ma wahania, by ten bałagan rozświetlić. A mi się często wydaje, że najpierw trzeba porządek zrobić, a potem światło zapalać.

Na szczęście – nie jest tak, jak mi się wydaje.

Porządek – to później. Teraz – radość. Naprawdę fajnie się idzie do pracy rankiem. Jeszcze kaptur albo czapka, jeszcze ciepłe buty, ale już mnie pączki żywopłotów zaczepiają i wróble się kłócą o każdy skrawek piachu. Suche asfalty i chociaż nosy zakichane, oczy załzawione, swędzące, wzrusza mnie wiosenna aura. Niepotrzebnie nawet ta droga skrócona do pracy, chciałoby się może i pieszo iść przystanek następny, albo i dwa.
Może i uwierzyć trudno, ale pięknieje mi to miasto, przyciąga mnie, wciąga i zaprasza, a nie odstrasza.

Może w czwartek zdecyduję się na rower?

poniedziałek, 16 marca 2015

wiosna na parapecie


O, chyba sobie zakwitnę, a co tam.


Fioletowe zawsze pierwsze.

jak kwiat


Po tulipanach na dzień kobiet pozostały tylko zdjęcia.
Kiedyś lubiłam te kwiaty, najbardziej - te zwykłe, czerwone. Niestety, teraz tulipany kojarzą mi się tylko z wiadrami na rogach ulic, owinięte pojedynczo w celofany, przewiązane czasem finezyjnie kawałkiem wstążki z odzysku.
To musi być bardzo nieprzyjemne dostać taki pomiętoszony, poobijany badyl z przymrożonym kwiatem.

Tak, mnie też czasem życie upycha w ciasnotę przeznaczeń, dla bezpieczeństwa owija w przezroczystość przyjętych konwenansów. Żeby nie było - oczekuje się przy tym ode mnie jakieś własnej inwencji twórczej, niegroźnego akcentu indywidualizmu z odciętego przydziału kolorowych zakręceń. I wtedy, o tak, mogę poczuć się - jak kwiat.


Jabłuszko

Być może do życia, do dobrego samopoczucia, potrzebuję po prostu godzinki w kawiarni? Oczywiście ciastka to nie wszystko, latte, atmosfera itd. Najważniejsze - towarzystwo. I ta odrobina leniwości, dogadania, błysk zrozumienia w oczach, niedokończenia w wypowiedzeniach, niepotrzebność doprecyzowań.


Ach, znowu było pysznie, nieprzyzwoicie po prostu. Byłam gdzie indziej, kiedy indziej, z kimś innym. Deser nazywał się "Jabłuszko". Dla przypomnienia ten właśnie wdzięczny owoc namalowano mi mlecznie na kawie.


Pewnie długo się kawiarnia mi nie zdarzy. Cóż, będę żyła wspomnieniami.



niedziela, 8 marca 2015

m2


Tylko dzisiaj można z tego zrobić wydarzenie na miarę posta na blogu. Od jutra to będzie moja codzienność, zwyczajność, błogosławieństwo i przekleństwo jednocześnie. Ale dzisiaj bezkarnie można było niespiesznie w tym tłumie obnosić się z aparatem fotograficznym i udawać, jak bardzo fascynujące są przestrzenie podziemne.
No może i są.




W sumie - to blog sufitowy, więc dla Was specjalnie - sufit nad schodami.



sobota, 7 marca 2015

Życie, 500 elementów, 55 x 160


No i jak to wszystko poskładać?

Tylko czas i cierpliwość. Zabawne, że użyłam słowa "tylko".
Niemniej jednak na stole - uda się. Chociaż elementów obrazka jest 500 i każdy po wytrząśnięciu z pudełka poleciał w swoją stronę, wszystkie one pasowały przedtem do siebie. Jest gwarancja, że razem tworzyć mogą coś dobrego. Ich układanie - to zabawa, przyjemność, metodyczny trening mózgu i siły woli.

A moje życiowe puzzle? Każdy element z innej tektury, nigdy razem ich nie widziano, nie ma gwarancji, że w ogóle się złożą, a nawet jeśli - będzie to raczej trudna do wykonania irytująca praca, a nie zabawa.
W dodatku - przestrzeń rozciągnięta jest w czasie, a stół nie istnieje.
No ale przecież każdy tak ma, a inni nawet gorzej, ci, którym całkiem pogubiły się puzzle.



czwartek, 5 marca 2015

odrobina fioletu

Oto jest - kolejna poduszka - odrobina fioletu. Oczywiście zdjęcia nie oddają prawdy o kolorach. Trudno.


W każdym razie - udało się.Coś, co początkowo było w kłębkach, zaklęło swoją formę w kwadrat.








A tak wyglądają obie na raz. 




spadek formy w południe


O proszę, dopiero południe, a mnie już zamierzenia opadły ze chceń. Rozpuściłam tę odrobinę kofeiny we krwi, ale widać utknęła gdzieś po drodze, bo mózg śpi. Nawet świat jakby ograniczył blask, stonował ruch, przycichł. Siedzę w biurze, dekoncentruję się na ogromie detali do zrobienia i staram się pohamować doraźność przyłożeń ręki do „pługa”. Coś idzie mi ciężko.

Przez chwilę bawi mnie myśl, że spełniły się już moje marzenia. Dla niektórych ponoć nie ma nic gorszego nad to – spełnione marzenia właśnie. Może mylnie zakładam, że nie zaliczam się do niektórych i chętnie bym sprawdziła, czy potrafię szczęśliwie funkcjonować według wymyślonego egoistycznie scenariusza, zwłaszcza z uwzględnieniem scenografii moich snów.

Ale … przezwyciężam to.

Zamiast snucia pajęczyny gdybań w sieci tysięcznych „być może” postaram się moje „jestem” nasycić przytomną obecnością. W końcu jestem tu po coś. Co prawda - nie bardzo wiem po co, bo też nie określono jeszcze do końca mojej roli w scenariuszu, ale biorę udział w sztuce naprawdę wielkiego Reżysera.
Niech już tam on się martwi o wszystkie szczegóły, łącznie z moją niewiedzą.

poniedziałek, 2 marca 2015

leszczyna i inne oznaki wiosny


Takie pierzaste jakby lekko coś, podobno leszczyna. Prowokuje wiosnę na całego. Bo zielonego jeszcze na świecie mało widać, ale powoli jakby jednak wyraźnie coś się zmienia.
Dziwne, że o tym piszę. Zwykle nie czekam na wiosnę. Tym razem też czas, co się niektórym wyraźnie kończy, nie jest sprzymierzeńcem moich dobrych nastrojów. Ten rok jakiś trudny się wydaje.
Miało być o leszczynie, o ile to leszczyna, bo pewności nie mam.


A to mokradła. Zwykle są zielone i tak zarośnięte, że z ulicy nie widać zwykle tego bagniska. A teraz - proszę - odkryte sobie.


Jeszcze ogródek, nie mój. Marzę o kawałku ziemi do narzekania na chwasty, o kawałku trawy do deptania, o kilku grządkach do obsiewania, o tarasie do jedzenia śniadań i przegapiania dzwonków do furtki, o huśtawce ogrodowej z szydełkową kapą z resztek włóczek. 

Kiełkujące marzenia o zieleni.