poniedziałek, 29 grudnia 2014

świąteczny spacer


Jednak ten świat potrafi być piękny. Niespodziewanie dla mnie w drugi dzień świąt można było wyjść na spacer do lasu. W nocy spadł śnieg i litościwie okrył wszystkie brudy grudnia odrobiną bieli.
Miło było iść z całą rodziną, z podrośniętym lekko szczeniakiem, który pierwszy raz miał okazję poganiać po śniegu, odkryć, jak pękają zlodowaciałe kałuże.


Ta biel trochę przykryła moje inne szarości. Choć chyba większe znaczenie ma jednak herbata z miodem, z imbirem, cytryną, rumem - nie jednocześnie oczywiście.
Chociaż milczę - to słowa są mi potrzebne najbardziej. Chociaż jestem zraniona, postanowiłam odwrócić swoje podejście. Jestem zaniedbana, ale ja będę dbać. A co tam, spróbuję.


Ten spacer w chłodny dzień, taki wyrwany kompletnie z kontekstu świąt, krzywd, złych słów i sytuacji pozornie bez wyjścia, spacer ze słońcem i śniegiem, po lesie i z czworonożnym merdającym szczęściem, spacer osłodzony czekoladowymi cukierkami, dał mi jakby odrobinę więcej nadziei. I zachciało mi się więcej wypraw z cyklu "mimo wszystko".


środa, 17 grudnia 2014

ciemno


Przegapiłam ten moment, gdy robiło się ciemno. Zajęłam się pogonią za wskazówkami, zrywaniem kartek z kuchennego kalendarza, zgrywaniem terminów z tableta do laptopa. Zwyczajnie – minęło.

Teraz chciałabym patrząc w okno zobaczyć ten zmrok, jak zapada, odkąd pełznie i dokąd, jakie kontury rozmywa najpierw, które niedomówienia przykrywa kołdrą milczenia usypiając czujność.

A tu - ciemno. Tyle widzę.

No jeszcze swoją zdezorientowaną twarz, że smutek odbić się może w szybie i rozpacz w oczach za utraconym.

 

Jak to wszystko naprawić skoro mrok nie zależy ode mnie? Czy znowu stracić trzeba czas, by zyskać perspektywę?

piątek, 5 grudnia 2014

pierniki 3D


Jedyne, na co czekam w grudniu to pieczenie pierników z dziećmi. Uwielbiam po prostu! Błysk zachwytu kilkuletnich oczu, gdy wybełtana najpierw w misce, zagnieciona na blacie i na koniec potraktowana wałkiem bura masa pod naciskiem niewielkich dłoni zamienia się w łosie, misie, jeże czy inne gwiazdki.
Tym razem wzniosłyśmy się na wyżyny. Dzisiaj już po raz trzeci piekłam pierniki z najmłodszą córką i jak mi obiecała - nie ostatni w tym roku. Ale w dzisiejszych ciasteczkach jest coś zaskakującego.
Oto one:




Przestrzenne piernikowe puzzle. Coś w sam raz dla małych rąk i wielkiej wyobraźni.

Oczywiście widzę w tym adwentowe zadanie dla siebie. Wszystko można poukładać inaczej, zestawić, przyozdobić później. Ale czasem już samo nadanie przestrzeni wystarcza, aby zobaczyć nową jakość. Spróbować poukładać swoje myśli inaczej i dostrzec w nich dodatkowy wymiar.

poniedziałek, 1 grudnia 2014

popatrzeć na siebie inaczej

To miał być post o mojej próżności, że cierpi - o tym głównie. Bo naprawdę noszenie okularów korekcyjnych nie należy do moich ulubionych czynności, mimo że - paradoksalnie - to dzięki okularom cokolwiek widzę. Jednak na co dzień noszę soczewki. Żeby powiedzieć brutalnie i ocierając się o przykrą fizjologię, zakładam je zanim usiądę na białej porcelance. Po prostu ta potrzeba jest dla mnie ważniejsza do spełnienia. Zwykle też ostatnią rzeczą, jaką z siebie zdejmuję, są właśnie soczewki. Nauczyłam się nawet poruszać po domu całkiem sprawnie bez okularów, mimo że moja wada to -4,5 i -6,0.
Oczywiście, czasem się zdarzało, że w okularach musiałam wyjść z domu, głównie na chwilę z psem, ale raz byłam zmuszona jechać autobusem. Być może to przez awersję do okularów (każdych - nie noszę nawet słonecznych) wywaliłam się na prostej, zaraz po zejściu ze schodów.
Oczywiście to wszystko to próba zagadania mojej próżności. Nie widzę siebie w okularach. No nie wyglądam, a już w okularach nie wyglądam bardziej. Coś mi to robi złego z dumą, pełzającym poczuciem wartości własnej, no i opadają mi od okularów kąciki ust. Niestety.

Od około 18 lat noszę soczewki i tylko najstarsi znajomi (najstarsi stażem) pamiętają mnie być może w okularach. Prawdę mówiąc, zwykle zdejmowałam je do zdjęć, więc swoją pamięć muszą opierać nie na wspólnych fotografiach, ale rzeczywistej zażyłości. Ale w dorosłym życiu, w pracy, choć niektórzy wiedzą o mojej wadzie wzroku, w okularach mnie nie widziano. Tymczasem od jutra... muszę chodzić tylko w okularach. Infekcja, antybiotyk itd. Wrr.


Jednak postanowiłam popatrzeć na to przykre doświadczenie inaczej. W końcu zaczął się właśnie adwent - radosne oczekiwanie, wypełnione kształtowaniem siebie. I jak w adwentowym kalendarzu, każdego dnia mam zadanie do wykonania zamiast czekoladki do zjedzenia. Można tak na to popatrzeć?
Dzień pierwszy - infekcja bakteryjna powiek i konieczność noszenia okularów. Dar widzenia. Obiektywnie - okulary dość modne, nowe. Niektórzy mają większą wadę, niedopasowane szkła w beznadziejnie zniszczonych i najtańszych oprawkach. Niektórzy z nich każdego dnia dziękują, że widzą. Nic dziwnego, że taką mam czekoladkę na dziś. Nie wiem, czy dobrze odczytuję swoje zadanie, ale zdaje się, że mam popatrzeć inaczej niż do tej pory.