sobota, 5 stycznia 2013

bez postanowień

Jak to dobrze, że nie robiłam postanowień na Nowy Rok! Zwykle było coś o intensywnej nauce angielskiego, porządkach w szafie oraz ogólnowłasnej miłości do ludzi i innych stworzeń ludziopodobnych. Całe szczęście! Teraz, właśnie 5 stycznia, miałabym mega wyrzuty sumienia, że znowu się nie udaje. Ani jedna godzina Nowego Roku nie towarzyszyła mi przy uzupełnianiu ćwiczeń w bardzo obcym języku. Moje  ręce ani razu nie sięgnęły do szafy głębiej niż po dżinsy i koszulę do pracy - no, żelazko stoi głębiej, więc po nie jednak sięgnęłam. Oraz po deskę rzecz jasna - taki pakiecik. Co do miłości do ludzi, dużym sukcesem jest moim zdaniem, jeśli uda mi się znosić ich działania lub w niektórych przypadkach choćby milczącą obecność w moim pobliżu bez komentarza. Takiego w myślach. Sukces pracy nad sobą z lat ubiegłych, wymagający zresztą powtórki, bo ostatnio coś szwankuje. Gdy już zjadliwa uwaga ciśnie mi się na myśli i włącza się analizator krytyczny, ostatkiem sił władczych wydaję sobie jak psu polecenie "zostaw, nie rusz!". Zwykle działa. No chyba że nie. A że częściej nie, tresurę wypadałoby powtórzyć.
Bez napinania, spokojnie. Niech ten rok będzie bez planów, bez uwag, bez wysiłków. Bez postanowień naprawy zwłaszcza. Po napięciach ostatnich dwóch lat, póki co najtrudniejszych w moim życiu, należy mi się rok spokoju.


"Free fall flow, river flow
On and on it goes
Breath under water 'till the end"

Ciekawe, czy ktoś wie, z czego to cytat. Tak wie od razu. Ogłosiłabym mały konkurs, ale w dobie internetu, gdzie można dotrzeć do cytatu w kilka chwil, chyba nie ma sensu. Ale jeśli ktoś wie bez patrzenia gdziekolwiek, niech się odezwie!