sobota, 7 stycznia 2012

konkret

Wydaje się, że takie dni niczemu nie służą. Nie widać sensu, nie znać celu. Po prostu budzisz się około południa i nic nie ma dla ciebie znaczenia - że brudno, już ciemno, nie ma w domu jedzenia i nawet powieść skończyła się w nocy nie po twojej myśli.
Warto by wstać - myślisz , ale zaraz zaczynasz analizować - właściwie po co? Jak wstaniesz, jesteś pewien, narodzi się w tobie złość - że tak późno wstajesz, że nic nie zrobione, tyle czasu zmarnowane...
I zaraz potem zwątpienie. Teraz - to już nie ma co brać się za cokolwiek. Nie warto myśleć o śniadaniu, bo czas obiadu. Nie warto się zastanawiać nad spacerem, bo już ciemno i wiadomo, że nawet twój pies chce na dwór tylko na kilka minut - tyle, ile to konieczne.
Jedyne, co robisz, to pstrykasz na pilocie, aby świat przyszedł do ciebie. On to dopiero jest zajmujący - ponad setka tematów, które chce ci podać do łóżka. Oglądasz i zaczynasz utwierdzać się w przekonaniu, że dobrze, że znowu pozwoliłeś sobie na brak działania. Bo i tak byłoby ono niczym wobec tego, co zdążyłeś zobaczyć w calach.
Znudzony, zrezygnowany, złamany swoją niemocą i zwątpieniem, robisz tylko jedną rzecz, która wydaje ci się niezbędna w tej chwili. Dwie małe filiżanki kawy z mlekiem bez cukru. Prosto do łóżka. Tego nie potrafi nawet tak ogromne LCD.