piątek, 28 marca 2014

kruszonka

Jakie to żenujące! Dwa razy w tym tygodniu kupiłam sobie bułkę maślaną w kształcie serca. Mają takie w asortymencie w „Sezamie” na samie…
Sama na samie w „Sezamie”… wrrr.
Zabrzmiało jak jakiś szczyt egoizmu, a to tylko syk pozostawienia mnie samej sobie, z całym portfelem wyciekających frustracji, z bólem samotności rozmienianych na drobne, z miedziakami zwątpień we własne możliwości, z groszami marzeń gubionymi w codzienności.
Miałam być kreatorem najwymyślniejszych słodkości w naszej wspólnej cukierni. Zamiast tego kupuję sobie gliniastego gniota przy Marszałkowskiej, bo swoim kształtem kruszy moje serce.

wtorek, 4 marca 2014

wtorek po prostu

W porannym słońcu wszystkie brudy wtorku stały się bardziej oczywiste. I to, że niechcenia zwalić się nie da na początek tygodnia, i to, że niewyspanie nie wynika z niczego bardziej szczytnego jak na przykład nocne rozleniwienie telewizyjne. Ot, siłą rozpędu, po raz drugi w tym tygodniu wszyscy żeśmy wstali i wyszli w beton. Tym razem – słoneczny beton.

Na chodnikach rozmiękłe papiery wczorajszych spraw ważnych, w tramwajach tłok, w metrze nieuprzejmość. Co piąta osoba z chusteczką, co czwarta z ogromnym plecakiem lub torbą. Każdy w przejściu. Większość skwaszona od obcych sobie smrodów, piorunowana wzrokiem współpasażerów. Typowy poranek.

W dodatku, jak wspomniałam, wiosna idzie. Najwięcej zamierzeń umiera na skutek dysproporcji . Dzień niweczy wszelkie nocne „od jutra”. Zatem nie tylko nie biegałam po parku, nawet nie wstałam pół godziny wcześniej, nie uśmiechnęłam się do tej kobiety w lustrze, mimo że notorycznie zasłania tę dziewczynę, którą jestem, nie zjadłam śniadania i nie na skrzydłach sfrunęłam jako ten skowronek do pracy. A w tym słońcu było to wszystko jeszcze bardziej dla mnie widoczne – to lenistwo formy, wygoda złego humoru, wymówka niedospania, cała ta gnuśność i miałkość, codzienna bylejakość.