wtorek, 4 marca 2014

wtorek po prostu

W porannym słońcu wszystkie brudy wtorku stały się bardziej oczywiste. I to, że niechcenia zwalić się nie da na początek tygodnia, i to, że niewyspanie nie wynika z niczego bardziej szczytnego jak na przykład nocne rozleniwienie telewizyjne. Ot, siłą rozpędu, po raz drugi w tym tygodniu wszyscy żeśmy wstali i wyszli w beton. Tym razem – słoneczny beton.

Na chodnikach rozmiękłe papiery wczorajszych spraw ważnych, w tramwajach tłok, w metrze nieuprzejmość. Co piąta osoba z chusteczką, co czwarta z ogromnym plecakiem lub torbą. Każdy w przejściu. Większość skwaszona od obcych sobie smrodów, piorunowana wzrokiem współpasażerów. Typowy poranek.

W dodatku, jak wspomniałam, wiosna idzie. Najwięcej zamierzeń umiera na skutek dysproporcji . Dzień niweczy wszelkie nocne „od jutra”. Zatem nie tylko nie biegałam po parku, nawet nie wstałam pół godziny wcześniej, nie uśmiechnęłam się do tej kobiety w lustrze, mimo że notorycznie zasłania tę dziewczynę, którą jestem, nie zjadłam śniadania i nie na skrzydłach sfrunęłam jako ten skowronek do pracy. A w tym słońcu było to wszystko jeszcze bardziej dla mnie widoczne – to lenistwo formy, wygoda złego humoru, wymówka niedospania, cała ta gnuśność i miałkość, codzienna bylejakość.

2 komentarze:

  1. Wypada tylko porządnie się obruszyć i tę bylejakość z siebie strząsnąć :)


    Miłego dnia!

    OdpowiedzUsuń
  2. Powinnaś pociąć te wpisy na pojedyncze zdania i sprzedawać za ciężkie pieniądze :)
    Każde jest jakością samą w sobie.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję!