środa, 29 września 2010

zająć się czarowaniem

Lubię deszcz. Łagodny środek uspokajający. Oddycham w rytm kropel, a wilgoć przenika wgłąb myśli i spowalnia reakcje. Na deszcz nie chce się wybiec wzburzonym, bez płaszcza, parasola i kluczy. Gdy pada deszcz - drzwi zamykają się łagodniej, a kroki ostrożniej ślizgają się po liściach. I nawet pies najchętniej nie wychodziłby rano, tylko później może trochę.
Najlepiej w taki deszcz ukryć się w swetrze kolorowym i wewnętrzny chłód barwić sokiem z malin. Albo zająć się czarowaniem: ziół - w aromaty pieczonych dań, nitek - w ściągacze wełnianych dziecięcych skarpet, słów - w szczere wyznania. Że tak nam dobrze razem budzić się każdego dnia, że pada deszcz, że nie pada...

wtorek, 28 września 2010

Muszę iść do fryzjera

Taki fryzjer to jest lekarz od spraw wszelkich. Fryzjer się zapyta, co robimy z włosami, ale ja i tak pomyślę o życiu. Trochę mi się zapuściło, kruszy się na końcach i nijak nie daje się spiąć jakoś tak po mojemu. Więc jakby tak ścieniować te staroci spraw, odświeżyć może. Niech się podkręcają wzajemnie i chociaż wyglądają na nowsze, a nie na zaszłości.
Trzeba chyba świata trochę odsłonić, bo skrył mi się za grzywką, nie poddaje się oglądowi. Ciągle tylko te chodniki z zasikanej kostki, ulotki, kałuże... A jakby tak oczy podnieść to może chociaż rant parasola da się zobaczyć?

poniedziałek, 20 września 2010

szary sweter

Gdyby świat był czarno-biały... cóż za wspaniałą jasność byśmy mieli! Wszystko w systemie zerojedynkowym – wspaniała jednoznaczność. A jednak czasem szarość, ta mniej szara zwłaszcza, przynosi ulgę. Nie jest może perfekcyjnie, ale podobno idealna biel też nie istnieje, zupełnie jak czerń nieskażona. Zbawienna, wieloznaczna, poddająca się interpretacji szarość – to nasza domena. Moja też, chociaż jej unikam.
Ze słowami jest podobnie. „Niech wasza mowa będzie: tak tak, nie nie”. Rewelacja. Też bym tak chciała. Ale to chyba język nie tego świata. Coś jest często bardziej na tak lub mniej, każde tak, zawiera jakieś nie.
Na prywatny użytek, jak już bardzo pili mnie, aby się określić, stosuję skalę 0-10. To 0 i to 10, dziwna sprawa, stosuję najrzadziej. Mniej szara szarość zaczyna się od połowy, ale nie często osiąga wyższe rejony.
Więc teraz robię na drutach szary sweter dla męża. Jasnoszary, przeplatany cienkimi grafitowymi pasami. Będę patrzyła na niego w dniach codziennej zimowej rutyny i dziwiła się z każdym praniem, że tylko biel się brudzi i czerń płowieje. Szarości ten świat nie rusza, nawet po wirowaniu.