wtorek, 28 września 2010

Muszę iść do fryzjera

Taki fryzjer to jest lekarz od spraw wszelkich. Fryzjer się zapyta, co robimy z włosami, ale ja i tak pomyślę o życiu. Trochę mi się zapuściło, kruszy się na końcach i nijak nie daje się spiąć jakoś tak po mojemu. Więc jakby tak ścieniować te staroci spraw, odświeżyć może. Niech się podkręcają wzajemnie i chociaż wyglądają na nowsze, a nie na zaszłości.
Trzeba chyba świata trochę odsłonić, bo skrył mi się za grzywką, nie poddaje się oglądowi. Ciągle tylko te chodniki z zasikanej kostki, ulotki, kałuże... A jakby tak oczy podnieść to może chociaż rant parasola da się zobaczyć?

4 komentarze:

  1. Ale to minie? jak ścięte włosy?

    OdpowiedzUsuń
  2. zdaje mi się, że fryzjer jest ostatnio
    pilnie poszukiwany w wielu kręgach

    szerszych perspektyw
    spod parasola :)

    OdpowiedzUsuń
  3. nie byłam u fryzjera, ale sama gdybologia pomogła na nastrój, a grzywkę chyba sama jakoś sobie uciacham;
    a wiesz Zeruya, że masz rację z tym poszukiwaniem fryzjera; miesiąc temu obeszłam wszystkich okolicznych w ciągu dwóch popołudni i żaden nie miał dla mnie czasu...

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję!