poniedziałek, 20 września 2010

szary sweter

Gdyby świat był czarno-biały... cóż za wspaniałą jasność byśmy mieli! Wszystko w systemie zerojedynkowym – wspaniała jednoznaczność. A jednak czasem szarość, ta mniej szara zwłaszcza, przynosi ulgę. Nie jest może perfekcyjnie, ale podobno idealna biel też nie istnieje, zupełnie jak czerń nieskażona. Zbawienna, wieloznaczna, poddająca się interpretacji szarość – to nasza domena. Moja też, chociaż jej unikam.
Ze słowami jest podobnie. „Niech wasza mowa będzie: tak tak, nie nie”. Rewelacja. Też bym tak chciała. Ale to chyba język nie tego świata. Coś jest często bardziej na tak lub mniej, każde tak, zawiera jakieś nie.
Na prywatny użytek, jak już bardzo pili mnie, aby się określić, stosuję skalę 0-10. To 0 i to 10, dziwna sprawa, stosuję najrzadziej. Mniej szara szarość zaczyna się od połowy, ale nie często osiąga wyższe rejony.
Więc teraz robię na drutach szary sweter dla męża. Jasnoszary, przeplatany cienkimi grafitowymi pasami. Będę patrzyła na niego w dniach codziennej zimowej rutyny i dziwiła się z każdym praniem, że tylko biel się brudzi i czerń płowieje. Szarości ten świat nie rusza, nawet po wirowaniu.

4 komentarze:

  1. tak Mota, postanowiłam być

    OdpowiedzUsuń
  2. W sumie ta szarość, to do wszystkiego pasuje :)))

    OdpowiedzUsuń
  3. Za ostatni akapit Pulitzer murowany. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję!