wtorek, 30 sierpnia 2016

realizm






Tak się szwendam po okolicach i nieodparcie zachwycam, jak to świat jest piękny, gdy nie chodzę do pracy. Pewnie jest piękny nawet wtedy, gdy siedzę grzecznie w szczurzym ubranku przy monitorze i rękoma wyszorowanymi wieczorem z zapachów domowych obiadów wciskam te śmieszne klawisze z literkami. Od tego nie powstaje chleb, nie szyje się bluzka, nikomu nie staje się lepiej. Ot, robię coś, bo wymyślono, że trzeba to robić.
Kiedyś mnie to przerażało, teraz częściej - bawi.

Kasztanom niepotrzebne moje żakiety, a pantofle okazują się nieporadne w walce z łupinkami. Więc z dumą obnoszę swoje dresowe rybaczki w paski dwa i nieporządnie doprane tenisówki po miejscach moich odrębności od absurdów. Razem z dzieckiem zbieram pierwsze w tym roku kasztany, jeszcze małe, niedorostki takie. 
Naszą radością i krótkimi rękawami prowokujemy jesień do większych strąceń brązowych kulek, szelestów liści, ba - czapek nawet, bo przecież trzeba będzie w końcu jakoś realniej zaangażować się w rzeczywistość.



poniedziałek, 29 sierpnia 2016

trzy skrzynki września latem


Tak, jeszcze lato się nie skończyło. Choć dni krótsze, noce jeszcze ciepłe i kurtki wiszą w szafie. Nawet przez chwilę nie pomyślałam, że wkrótce będę znowu dziergać czapki i skarpetki na drutach.
Póki co można siedzieć na balkonie popołudniami i korzystać ze słońca z nieba między wieżowcami.

Mimo to jestem przygotowana na wrzesień. Bo jestem taka jasień w duszy, w tym roku bardziej melancholijna, ale na sposób słodszy niż ponurość. Ach, sama się za sobą taką stęskniłam. 

Wracam. Z jesienią, z wrześniem, z kolorami - wracam.