poniedziałek, 15 czerwca 2015

Julia

„Król pragnie twojego piękna”, a ja taka… nie tego.

Co prawda spróbowałam coś z tym wczoraj zrobić.Kupiłam tabletki na porost dziesięciu dobrych samopoczuć na końcówkach dłoni i na niewypadanie pozytywnych myśli z głowy. Ma od tego połykania także skóra mi trochę złagodnieć.

Zawsze się zastanawiam, czy w tym wypadku powiedzenie „cierp ciało, jak żeś chciało” nie odnosi się do wątroby… Ale łykam.

Na sukienki się bardzo czuję, na sandały, jakieś kolory na sznurach, w bransoletkach, ale one nie chcą się nosić. Powłóczyste nie pasują do ostrości moich kantów. Batysty i jedwabie nie chcą mnie spowijać,a bawełna wtłacza mnie w ramy „jak-ona-wygląda” oraz „w-tym-wieku-to-już-nie-bardzo”.

Trudna babskość. Wredny wiek. Megalomańskie wzruszenia.

Może jednak pociągnę pędzlem po płytkach i zaszaleję na maszynie jakiś worek w gumkę. Co by sobie powzdychać na balkonie przy kawce nad problematyką bycia kimś mniej lub bardziej.
Dzisiaj jednak cokolwiek bardziej.
 
Mam kilka spraw do przemyślenia. Wydaje mi się, że to dobra wymówka.