sobota, 28 stycznia 2017

marudne lisy


Siedzę w domu, liski pustynne robię. Sił nie mam ani do wyjścia, ani do lisków. Humor taki jak stężenie tych wszystkich pyłków - niedopuszczalnie toksyczny. 

Czekam. Czekanie jest trudne. Ciężko siebie znieść. Trudno zaakceptować takie rozłożenie czasu w czasie, że teraz jest go jakby za dużo, a w przyszłości na pewno będzie za mało.

I jeszcze te liski coś mi nie leżą. W gazetce takie ładne, ale real zniechęca.
Maruda ze mnie.


niedziela, 1 stycznia 2017

Rok zmian

Cóż, w tym roku wiele się u mnie zmieni. Nie, nie, to nie pobożne życzenia. To fakty. Czekam na nie, bo nie są wcale takie niezapowiedziane, nagłe. Wiem dobrze, że zaistnieją, wiem od jakiegoś czasu.

Teraz cała jestem oczekiwaniem, Przycupnęłam sobie w czasie. Staram się wiele o tym nie myśleć, nie przewidywać, nie marzyć nawet. Zwyczajnie czekam, bez nastawiania się na tak lub na nie, bo to i tak nic nie zmieni i niewiele znaczy. Stanie się. Wtedy się zobaczy.

Mogę tylko w nieznacznym stopniu się przygotować, tak organizacyjnie i życiowo. Dużo i mało, a i tak jakoś mnie przerasta. Bardziej mnie to przeraża, chociaż nie mogę zaprzeczyć, że też ciekawi.

Nie da się jednak o tym nie myśleć dzisiaj, w Nowy Rok.