piątek, 11 sierpnia 2017

Bez tytułu

Już noc. Siedzę na balkonie i kradnę sobie czas na sen. W minutach. Ale dni takie upalne, że i myśli sennie rozbijają się w mojej głowie, spać nie dają.
Dniami obwożę wózkiem swoje szczęście po parku, krążę wokół szumu fontann. Nocami rozpamiętuję. Lub tylko jestem. Kim jestem? Kim bywam?

Znów chciałabym wszystko zmienić. To taka świetna okazja. I tak wiele się zmieniło, może by jeszcze? Odważyć się w tej drugiej połowie życia zmienić miejsce, zajęcie, podejście? Przekonać się. Zaryzykować.
Pomyślałam tak w zeszłym tygodniu, spokojnie, zwyczajnie jakoś, niespiesznie. Pomyślałam bez zobowiązań.
I wszystko wróciło. Ten mój głupi lęk. O głupie dotychczasowe wszystko.

Siedzę zatem nocą nieco zgnębiona. Twarda ławeczka, pelargonie podlane w ciemności. Przez otwarte balkony wylewają się sąsiedzkie rozmowy.
Jestem. Bywam.