czwartek, 31 maja 2012

Pałac w Nieborowie przy świecach

Znam to miejsce od dzieciństwa. I park, i pałac, także niedaleka Arkadia – wszystko wpisało się swoją obecnością w moją historię. Wielokrotnie czytałam grzbiety książek w bibliotece, dziwiłam się rozmiarom łoża, w którym spał cesarz. Najpierw ten ogromny pałac otoczony wielgachnym parkiem z każdą moją wizytą kurczył się znacząco. Dziś zastanawia mnie czemu obawiałam się kiedyś, że mogę się tam zagubić.
Jednak nigdy nie byłam w Nieborowie nocą. Mój mąż wyczytał gdzieś, czy w radiu wysłuchał, a właśnie byliśmy całkiem niedaleko i zwyczajnie trafiła się okazja, by moje urodziny uczcić w pałacu, nocą i w dodatku przy świecach.
Pierwszy raz brałam udział w Nocy Muzeów, bo jakoś nigdy nie wydawało mi się przyjemne oglądanie eksponatów w dzikim tłumie zwiedzających. Z pewnością niewiele bym z tego wyniosła.
Ale w tym przypadku nie chodziło o zwiedzanie, ale o atmosferę, o inność, odrobinę niezwyczajności. Łatwo było poczuć klimat prowincjonalnego pałacyku nocą. Przewodniczka ubrana była w strój z epoki. Gdy opowiadała o życiu w pałacu, o przyjmowaniu nocą gości w alkowie, przysłaniała twarz wachlarzem. Zwiedzających było naprawdę sporo tak, że żałowałam, że przybyliśmy na otwarcie, ale nas też przyciągnął koncert. Pod koniec na pewno byłoby więcej szans na intymność w pałacowych komnatach oświetlonych tylko blaskiem świec. Ale i tak przez kilka chwil udało się nam zapomnieć o naszym codziennym świecie, chłonąc atmosferę tej niezwykłej nocy w pałacu.


Przepraszam za słabe zdjęcia, no ale mam tylko takie.






poniedziałek, 14 maja 2012

las i poziomki

Nie byłam w lesie, nie miałam z kim iść. Choć pewna mała dziewczynka dzielnie postanowiła mi towarzyszyć, na tak postawione pytanie: "A dokąd wolisz iść - do lasu czy na plac zabaw?", odpowiedź mogła być tylko jedna. Wiadomo.
Moje wejście do lasu wygląda tak:


Za to huśtałam się na huśtawce, a to jak wiadomo czasem zmienia perspektywę. Na tym akurat placu zabaw sama czuję się jak mała dziewczynka.


Może dlatego, że las włazi także na plac, próbuje. Jak? No tak:


Las za siatką:

A oprócz tego - chyba będę miała poziomki. Jak się nad tym tak głębiej zastanowić, poziomki to moje ulubione owoce.

sobota, 12 maja 2012

wystarczy, że jesteś gdzieś obok

Czasem "wystarczy, że jesteś gdzieś obok". To zdanie jest kluczowe i wiele mówi o mnie, bo to właśnie zdanie mogłabym powiedzieć do wielu ludzi i wielu spraw. Czasem nie potrzebne mi zaangażowanie drugiej strony, wręcz mnie denerwuje, wytrąca z równowagi. Rozumiem, że jestem w tym samolubna, bo niektórzy ludzi bardzo chcieliby pomóc, bardzo, bardzo. I krzywdzę ich dodatkowo odmawiając.
Może dlatego mówi się o dystansie. Tak, to zdanie może utrzymać ludzi na dystans.
Tak mam. Nie tylko wobec ludzi zresztą. Na przykład w stosunku do przyrody również. Mam działkę w lesie. Prawie co tydzień tam jeździmy. Zaczynam czuć się tam coraz lepiej i czasem jedziemy na działkę, bo ja o to zabiegam - coś, co się przez wiele lat nie przydarzało. A tu proszę - jedziemy. Za ogrodzeniem działki las - tylko iść i tkać myśli po drzewach jak pajęczyny. A ja zwykle wstaję rano, staję na progu i ... "wystarczy, że jesteś gdzieś obok".
Rzadko chodzę do lasu. Jesienią zwykle, samotnie na grzyby. Jest cel, strach mniejszy.
Może boję się zaplątać we własne pajęczyny.

I dziś też jadę do lasu. Trochę odwagi, a pójdę na spacer. Może wezmę kogoś ze sobą, może wystarczy, że będzie gdzieś obok, abym dostrzegła zastawione przez siebie własne pułapki.

czwartek, 10 maja 2012

pierwsza wiosna od dwóch lat

Dobrze, więc powiem, jak wiosna włazi mi przez balkon. Na dole obfitość bzów, białe, fioletowe. Tylko dla porządku wspominają mi ogród moich dziadków, tajemniczy, zaczarowany prawdziwie przez moje dzieciństwo. Tak naprawdę te osiedlowe bzy tylko gatunkiem podobne są do tych przekwitłych, ups już kilkadziesiąt lat temu.
Oprócz tego  - wierzba. Ogromna, zielona, brudząca chodniki po swojemu. O wiele bardziej eleganckie, choć nudne o tej porze roku jarzębiny. I wieczna przedpołudniowa walka cienia ze słońcem. Jak tylko jestem w domu, obserwuję jak jasność wygrywa, jak po centymetrze z uparem podpełza do mojego balkonu, by wysuszyć mi ręczniki.
Od poniedziałku siedzę w domu i każdego dnia zajmuję się innym aspektem mojego życia. Dziś nie leżę pod kocem (poniedziałek), nie sprzątam i nie gotuję (wtorek), nie szyję (środa). Dziś piszę. Otwieram kolejne pliki w komputerze, te, do których nie zapomniałam haseł. Sprawdzam, co myślałam kiedyś, czego nie dopisałam, jak kłamałam. Sprawdzam cały poprzedni rok i jeszcze poprzedni, i stwierdzam, że to pierwsza wiosna od dwóch lat. Włazi mi na balkon, chodnik brudzi tak fajnie, że gniewać się nie ma po co.
A wczoraj zadzwonił kumpel, pogadać. Widzieliśmy się ostatnio właśnie dwa lata temu. Wtedy się zaczynało, teraz się kończy. Nie wiedział wtedy, nie wie teraz - myślałam. Powiedziałam, że się podnoszę, że widzę tę wiosnę, a on nie dopytał o konkret. Wie. Wiem, że wie.

środa, 9 maja 2012

sama nie wiem

Znudził mi się blog, jak widać zapewne od dawna. Nie wiem już, jakie znaleźć dla niego przeznaczenie.
Ktoś poradził mi, abym nie pisała tak na blogu, bo ktoś to może przeczytać przecież i wykorzystać. Nie wiem, co prawda, no ale może i może. Zdjęć mało, raczej nie zamieszczam, oczywiście też uprzedzona, że lepiej tego nie robić. Nie robię.
Więc po co mi to wszystko? Ani zdjęć, ani słów. Nie mogę się wypisać, ani nie skoncentrować myśli w poście jak wiśni w słoiku. To po co?
O hobby. Jasne. Ale którym, no i w końcu też po co? Niby nie mam kompleksów z tego tytułu, ale nie ma po co takiej średnizny publikować. Rzesze bloggerek cudowniejsze swetry dziergają i super ciuchy szyją, gdzie mi tam się pchać z fotami, opisami...
I coraz rzadziej patrzę na świat jak z sufitu.
Tylko mnie dziwi, czemu jeszcze zostało kilka osób, które obserwują tego bloga. Przecież ja nic nie dodaję. Po blogach nieczęsto chodzę. Więc z czego to wynika?

Niezręcznie mi prosić o usunięcie z listy obserwowanych. A to mnie wstrzymuje jakoś przed skasowaniem. Bo jak to tak? Nieelegancko. Ktoś jeszcze jakoś tam liczy na mnie, a ja co? Znikam? Więc może coś muszę wymyślić, nowe zastosowanie znaleźć, język czy temat. Sama nie wiem.