środa, 9 maja 2012

sama nie wiem

Znudził mi się blog, jak widać zapewne od dawna. Nie wiem już, jakie znaleźć dla niego przeznaczenie.
Ktoś poradził mi, abym nie pisała tak na blogu, bo ktoś to może przeczytać przecież i wykorzystać. Nie wiem, co prawda, no ale może i może. Zdjęć mało, raczej nie zamieszczam, oczywiście też uprzedzona, że lepiej tego nie robić. Nie robię.
Więc po co mi to wszystko? Ani zdjęć, ani słów. Nie mogę się wypisać, ani nie skoncentrować myśli w poście jak wiśni w słoiku. To po co?
O hobby. Jasne. Ale którym, no i w końcu też po co? Niby nie mam kompleksów z tego tytułu, ale nie ma po co takiej średnizny publikować. Rzesze bloggerek cudowniejsze swetry dziergają i super ciuchy szyją, gdzie mi tam się pchać z fotami, opisami...
I coraz rzadziej patrzę na świat jak z sufitu.
Tylko mnie dziwi, czemu jeszcze zostało kilka osób, które obserwują tego bloga. Przecież ja nic nie dodaję. Po blogach nieczęsto chodzę. Więc z czego to wynika?

Niezręcznie mi prosić o usunięcie z listy obserwowanych. A to mnie wstrzymuje jakoś przed skasowaniem. Bo jak to tak? Nieelegancko. Ktoś jeszcze jakoś tam liczy na mnie, a ja co? Znikam? Więc może coś muszę wymyślić, nowe zastosowanie znaleźć, język czy temat. Sama nie wiem.

4 komentarze:

  1. Tak to jest w życiu, że jeśli ktoś nas naprawdę za coś ceni, to wcale nie musimy stawać na głowie by dalej to robił.

    Blog przecież wcale nie musi byc codziennikiem, ważne że jest furtką pomiędzy naszym umysłem, a resztą wszechświata. I niech ona sobie będzie.

    Zawsze ktos tam jednak przed nią przystanie i zadzwoni :)

    Wszystkiego dobrego.

    OdpowiedzUsuń
  2. Też mię pustość dopadła.
    Brak weny, niechęć do obnażania się - bo ktoś gdzieś może...
    Zatem notki rzadziej.
    Nie mam serca...
    Ale mi żal tej wcześniejszej otwartości, tego dzielenia się sobą - choć do tego raczej nie wrócę, nie mam poczucia bezpieczeństwa.

    Bardzo lubię Twoje myśli ubrane w słowa i splecione w zdania.Zresztą wiesz. Trafiasz we mnie, rezonujesz we mnie.
    Ale tak doskonale rozumiem te wątpliwości...

    Będę czytać to, co pisałaś wcześniej:)
    Ściskam ciepło bardzo:*

    OdpowiedzUsuń
  3. Właśnie, mi też żal tej otwartości, chociaż przecież starałam się maskować i otwartość zdecydowanie nie jest czymś, co mnie opisuje. Jednak jakoś mi żal. Może przejdzie.
    Na marginesie - czułam, że właśnie Wy się odezwiecie. Portier i Ty, Dorothea.
    Myślę sobie, nie ma co się silić na radykalizm. A trwajmy sobie po prostu, raz bardziej, raz mniej, w swoich przestrzeniach i tyle.

    OdpowiedzUsuń
  4. Trwajmy - po prostu trwajmy w tych przestrzeniach.
    Po prostu.
    I już:)

    Ależ masz nosa - co do tych, co się odezwą:)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję!