czwartek, 10 maja 2012

pierwsza wiosna od dwóch lat

Dobrze, więc powiem, jak wiosna włazi mi przez balkon. Na dole obfitość bzów, białe, fioletowe. Tylko dla porządku wspominają mi ogród moich dziadków, tajemniczy, zaczarowany prawdziwie przez moje dzieciństwo. Tak naprawdę te osiedlowe bzy tylko gatunkiem podobne są do tych przekwitłych, ups już kilkadziesiąt lat temu.
Oprócz tego  - wierzba. Ogromna, zielona, brudząca chodniki po swojemu. O wiele bardziej eleganckie, choć nudne o tej porze roku jarzębiny. I wieczna przedpołudniowa walka cienia ze słońcem. Jak tylko jestem w domu, obserwuję jak jasność wygrywa, jak po centymetrze z uparem podpełza do mojego balkonu, by wysuszyć mi ręczniki.
Od poniedziałku siedzę w domu i każdego dnia zajmuję się innym aspektem mojego życia. Dziś nie leżę pod kocem (poniedziałek), nie sprzątam i nie gotuję (wtorek), nie szyję (środa). Dziś piszę. Otwieram kolejne pliki w komputerze, te, do których nie zapomniałam haseł. Sprawdzam, co myślałam kiedyś, czego nie dopisałam, jak kłamałam. Sprawdzam cały poprzedni rok i jeszcze poprzedni, i stwierdzam, że to pierwsza wiosna od dwóch lat. Włazi mi na balkon, chodnik brudzi tak fajnie, że gniewać się nie ma po co.
A wczoraj zadzwonił kumpel, pogadać. Widzieliśmy się ostatnio właśnie dwa lata temu. Wtedy się zaczynało, teraz się kończy. Nie wiedział wtedy, nie wie teraz - myślałam. Powiedziałam, że się podnoszę, że widzę tę wiosnę, a on nie dopytał o konkret. Wie. Wiem, że wie.

2 komentarze:

  1. Niech włazi ta wiosna, niech suszy ręczniki i brudzi chodnik tak ładnie...

    Uśmiechy podsyłam:)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję!