poniedziałek, 1 grudnia 2014

popatrzeć na siebie inaczej

To miał być post o mojej próżności, że cierpi - o tym głównie. Bo naprawdę noszenie okularów korekcyjnych nie należy do moich ulubionych czynności, mimo że - paradoksalnie - to dzięki okularom cokolwiek widzę. Jednak na co dzień noszę soczewki. Żeby powiedzieć brutalnie i ocierając się o przykrą fizjologię, zakładam je zanim usiądę na białej porcelance. Po prostu ta potrzeba jest dla mnie ważniejsza do spełnienia. Zwykle też ostatnią rzeczą, jaką z siebie zdejmuję, są właśnie soczewki. Nauczyłam się nawet poruszać po domu całkiem sprawnie bez okularów, mimo że moja wada to -4,5 i -6,0.
Oczywiście, czasem się zdarzało, że w okularach musiałam wyjść z domu, głównie na chwilę z psem, ale raz byłam zmuszona jechać autobusem. Być może to przez awersję do okularów (każdych - nie noszę nawet słonecznych) wywaliłam się na prostej, zaraz po zejściu ze schodów.
Oczywiście to wszystko to próba zagadania mojej próżności. Nie widzę siebie w okularach. No nie wyglądam, a już w okularach nie wyglądam bardziej. Coś mi to robi złego z dumą, pełzającym poczuciem wartości własnej, no i opadają mi od okularów kąciki ust. Niestety.

Od około 18 lat noszę soczewki i tylko najstarsi znajomi (najstarsi stażem) pamiętają mnie być może w okularach. Prawdę mówiąc, zwykle zdejmowałam je do zdjęć, więc swoją pamięć muszą opierać nie na wspólnych fotografiach, ale rzeczywistej zażyłości. Ale w dorosłym życiu, w pracy, choć niektórzy wiedzą o mojej wadzie wzroku, w okularach mnie nie widziano. Tymczasem od jutra... muszę chodzić tylko w okularach. Infekcja, antybiotyk itd. Wrr.


Jednak postanowiłam popatrzeć na to przykre doświadczenie inaczej. W końcu zaczął się właśnie adwent - radosne oczekiwanie, wypełnione kształtowaniem siebie. I jak w adwentowym kalendarzu, każdego dnia mam zadanie do wykonania zamiast czekoladki do zjedzenia. Można tak na to popatrzeć?
Dzień pierwszy - infekcja bakteryjna powiek i konieczność noszenia okularów. Dar widzenia. Obiektywnie - okulary dość modne, nowe. Niektórzy mają większą wadę, niedopasowane szkła w beznadziejnie zniszczonych i najtańszych oprawkach. Niektórzy z nich każdego dnia dziękują, że widzą. Nic dziwnego, że taką mam czekoladkę na dziś. Nie wiem, czy dobrze odczytuję swoje zadanie, ale zdaje się, że mam popatrzeć inaczej niż do tej pory.


4 komentarze:

  1. Okulary bardzo ładne, nie masz się czym przejmować. Na pewno wyglądasz w nich świetnie. Poza tym ja akurat znałem swego czasu człowieka, który nosił zwykłe szkiełka w modnej oprawce, bo w okularach w swoim mniemaniu wyglądał LEPIEJ.

    Powiem szczerze, że ja na przykład bałbym się "wkładać sobie palce do oka" zakładając a zwłaszcza zdejmując soczewki. Pewnie skoro masz je tyle lat, to dla Ciebie to normalka, ale ja bym umarł ze strachu :)) Szczerze mówię.

    OdpowiedzUsuń
  2. Jeśli to te, które widać na zdjęciu, to Ci zazdroszczę. Wkrótce ja też udam się na poszukiwania twarzowych i modnych oprawek do okularów. Nie będzie łatwo, oj nie będzie...

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie lubię okularów, pół roku nosiłam. Mimo że mam idealnie dopasowane, niewygodnie mi. Przeszkadza gdy latem noszę chustki, bo uciska albo nie da się należycie ich na nosie umieścić, bo chustka i już. Opalają się ramki na twarzy, no to kupiłam bez ramek, bo tamte za ciężkie, uciskały zatoki. Te, ekstra lekkie, uwierają nadal, okuliści oraz salony z okularami, rozkładają ręce.
    Zimą żadne preparaty nie hamują pary na szkłach kiedy wchodzisz do autobusu lub innego ciepłego pomieszczenia, nawet do domu. Para utrzymuje się około 10 minut, podczas gdy ja usilnie staram się nie przewrócić przy wadzie minus cztery.
    Na jogging w okularach iść nie polecam. Na jazdę konną okulary pod kask to kompletna pomyłka. Tak samo okulary na basenie.
    I tak stanęło na szkłach kontaktowych, a okulary wyłącznie w domu. Zapalenie spojówki spędziłam na zwolnieniu w domu i w okularach... Uparłam się, ponieważ długie oswajanie się z przeszkodą zalegającą na twarzy, kompletnie nic nie dało.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję!