poniedziałek, 2 marca 2015

leszczyna i inne oznaki wiosny


Takie pierzaste jakby lekko coś, podobno leszczyna. Prowokuje wiosnę na całego. Bo zielonego jeszcze na świecie mało widać, ale powoli jakby jednak wyraźnie coś się zmienia.
Dziwne, że o tym piszę. Zwykle nie czekam na wiosnę. Tym razem też czas, co się niektórym wyraźnie kończy, nie jest sprzymierzeńcem moich dobrych nastrojów. Ten rok jakiś trudny się wydaje.
Miało być o leszczynie, o ile to leszczyna, bo pewności nie mam.


A to mokradła. Zwykle są zielone i tak zarośnięte, że z ulicy nie widać zwykle tego bagniska. A teraz - proszę - odkryte sobie.


Jeszcze ogródek, nie mój. Marzę o kawałku ziemi do narzekania na chwasty, o kawałku trawy do deptania, o kilku grządkach do obsiewania, o tarasie do jedzenia śniadań i przegapiania dzwonków do furtki, o huśtawce ogrodowej z szydełkową kapą z resztek włóczek. 

Kiełkujące marzenia o zieleni.





2 komentarze:

  1. Z ziemi wyrastające marzenia ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Niech idzie ku wiośnie , może łatwiej będzie...

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję!