poniedziałek, 16 marca 2015

Jabłuszko

Być może do życia, do dobrego samopoczucia, potrzebuję po prostu godzinki w kawiarni? Oczywiście ciastka to nie wszystko, latte, atmosfera itd. Najważniejsze - towarzystwo. I ta odrobina leniwości, dogadania, błysk zrozumienia w oczach, niedokończenia w wypowiedzeniach, niepotrzebność doprecyzowań.


Ach, znowu było pysznie, nieprzyzwoicie po prostu. Byłam gdzie indziej, kiedy indziej, z kimś innym. Deser nazywał się "Jabłuszko". Dla przypomnienia ten właśnie wdzięczny owoc namalowano mi mlecznie na kawie.


Pewnie długo się kawiarnia mi nie zdarzy. Cóż, będę żyła wspomnieniami.



1 komentarz:

  1. Warto sobie częściej takie wyjścia planować. Skoro są tak dobre dla duszy :)
    A jabłuszko urocze!

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję!