niedziela, 26 kwietnia 2015

wiosna osobista

Trochę się zamyśliłam. Wiosna mi się przegapia, ziemia zjeżdża za horyzont chmur, liście przykrywają niebo. Jestem w tym niby trochę, jak przez szybę, jakby mi się tęczówki bardziej jeszcze rozmył i zeszkliły świat.
Każdego ranka mijam coraz gęściejsze żywopłoty, cieniodajne kasztanowce, świeżo wyczesane wiatrem trawniki. I rowerów miejskich na stojakach coraz mniej, gdy potrzebne. Do łask wróciły na osiedlowych podwórkach włosy rozwiane, lekkie apaszki, niedosunięte pod brodę kurtki i polary. Czasem lody na patykach, albo i łokieć goły, krótkie spodenki… no proszę, już.
O tej porze roku zwykle czytam. Bzdura – przecież zawsze czytam, ale wiosną jakby bardziej nałogowo, szybciej, bo lżej, romansowo nawet. Emocje składają mi się ze słońcem, wichry z namiętnościami i nawet w razie burzy mam porywy na niebie i w duszy, jednocześnie.
Lecz w tym roku inaczej mi się poukładał wiosenny czas. Czytam wieczorami, powoli, ostrożnie. Na kanapie pod kocem lazurowym, z herbatą i małą lampą na podorędziu. Tylko gdy dom śpi, tylko gdy mam siły litery składać, tylko gdy nie zamgliły mi się szkiełka okularów.
Bo w tramwajach składam dłonie w kieszenie. Rozpamiętuję na koralikach na nowo pewną historię, w jakimś sensie – romans, a jakże! Trudny romans. I choć każdego dnia kończy się tak samo od setek tysięcy lat, do każdej tajemnicy chcę przyłożyć datownik z moim wymagającym Teraz.

Na balkonie - bratki. Że niby wiosna też u mnie, a co tam.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję!