piątek, 30 grudnia 2011

ciasny czerwony kalendarz

Jestem zadrutowana tej jesiennej zimy. Lima dropsa na maksa, bo wyprzedaże takie, że żal było nie kupić. Uczę się swetrów norweskich i wełnianych skarpet, i mam z tego trochę frajdy.
Oprócz tego czas rozliczeń, podsumowań, uzupełniania datami nowego kalendarza. Tym razem będzie czerwony. Może to kwestia koloru właśnie. Patrząc od tej strony - rok 2011 był szary. Więc może teraz będzie troszkę radośniej.
Jeszcze tylko nie wiem, jak na wszystkie chęci wygospodarować sobie więcej czasu. Nie lubię tak w pośpiechu żyć, ale jakoś inaczej się nie daje. Podświadomie wyczuwam, że tym razem kalendarz nie ma tutaj nic do rzeczy. Nawet gdybym zamieniła ten maleńki na większy, czasu mi raczej nie przybędzie. Co najwyżej może trochę ciężaru w torebce.

3 komentarze:

  1. No jesteś:)))
    Czerwoności - nie szarości życzę:)
    Udziergów cudnych - lima jest wspaniała!
    I radości ludzkiej zwykłej.
    I zero tego, o czym wiesz.
    Zero!

    Ściskam najcieplej:***

    OdpowiedzUsuń
  2. Dobrze, że wróciłaś. Lubię czytać Twoje literki.
    Wszystkiego dobrego na Nowy Rok!

    OdpowiedzUsuń
  3. eh te Noworoczne postanowienia, podsumowania roku... nigdy ich nie robię... Kalendarz na 2012 też już kupiłam, jest czarny z czerwonymi motywami... wyjątkowo ładny... ostatni też był szaro-bury :) Kolorowego roku 2012 zatem!

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję!