poniedziałek, 13 sierpnia 2012

grzebień codzienności

Moje wakacje niestety dobiegają końca, a myśli, które przecież obiecywałam sobie uporządkować, wyglądają tak, jak te wodorosty na słupkach falochronu. Ale co tam, może wcale nie trzeba ich zaraz rozczesywać. Może lepiej zostawić wszystko tak, jak jest. Nic na siłę! Niech grzebieniem będzie po prostu codzienność, ta zwyczajna. W końcu to wiadomo - niezależnie od tego, jak bym sobie życia w myślach nie poukładała - i tak wyjdzie inaczej. Więc nie ma się chyba co zadręczać.
Morze było spokoje przez pierwszy tydzień, leniwe i ciche. Paliki porastały sobie zielonością w formie anielskich włosów. Moczyłam stopy, obserwowałam galaretkowate meduzy. Ale po tygodniu - zmiana. Humorzaste morze obnosi się ze swoją niezgodą na spokój. Wieje zimny wiatr, woda zalewa większą część plaży, zostawia kamienie, odziera falochrony nie tylko z nadmiaru, ale też z czegokolwiek.
Niech zatem moje myśli oczyszczają się same znanymi sobie żywiołami, mimo że z tym naroślem jednak trochę im do twarzy.

2 komentarze:

  1. Jestem za tym, zeby pozwolic myslom na samodzielne uporzadkowanie. Nic na sile, czasem najwieksza umiejetnoscia zycia jest umiejetnosc poddania sie biegowi wypadkow, mysli i czasu.

    OdpowiedzUsuń
  2. Gdyby wszystkie marzenia sie spełniały,życie byłoby strasznie nudne ;)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję!