środa, 8 maja 2013

po długim weekendzie

Dni mijają, śliczne, słoneczne. Byłam na krótkim wypadzie w Krynicy, wróciłam zadowolona. Dawno nie byłam w górach, nie pamiętam, kiedy ostatnio tak spacerowałam, smakowałam inne ścieżki, smaki, doznania. Było świetnie, niespiesznie, lekko wspinaczkowo, leniwie w basenie, w saunie, w jacuzzi z widokiem na góry. Sama sobie zazdroszczę.
A w Warszawie - cóż, alergia pełnym nosem, piekącymi oczami, zapchanymi zatokami i niestety jakimiś problemami ze ścięgnem, więc z biegania póki co nic nie wychodziło. Początki podobno bywają trudne. Ale początek znaczy, że będzie ciąg dalszy, więc się nie załamuję. Noga jest oszczędzana, tabletki łykane grzecznie i póki co nie mogę wyjść z powyjazdowego prania.
W sobotę na szczęście znowu squash, a wieczorem filharmonia. Nie mogę się doczekać, lecz przyspieszać nie będę. Niech się równie leniwie czwartek przeradza w następny weekend, miejski, ale mam nadzieję - równie udany.



1 komentarz:

  1. Ja też nie mogę wyjść ze sterty prania a na dodatek pralka odmówiła posłuszeństwa.
    Zdrowiej póki co:))

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję!