Hm, ależ się zapuściłam! Znowu wyszło na to, że sobie coś obiecuję, np. regularność w prowadzeniu bloga, no i tradycyjnie nic mi z tego nie wychodzi. Tym razem o tyle było inaczej, że negacja dopadła tylko mojego bloga. Inne - czytałam regularnie, w miarę oczywiście.
Nie, nie mam usprawiedliwienia. Te skarpetki to też nie wymówka. Zrobiłam je w październiku, a może nawet we wrześniu. Nie było mnie ... po prostu. Za to w moją codzienność wkradł się facebook. Niestety, ma przewagę, głównie komunikacyjną.
Za to poczyniłam niejakie spostrzeżenie na użytek własny - choć staram się niwelować dezintegrację mojej osoby (bycie kimś innym w określonych warunkach i sytuacjach), wciąż pojawiają się nowe przestrzenie, gdzie moja osobowość dopuszcza uzewnętrznianie się ukrytych dotychczas cech. Na facebooku jestem inna, na tyle inna, że niemożliwe jest połączenie w jedno mnie stąd ze mną stamtąd. Póki co bawię się tą myślą.
I zastanowię się, czy koniecznie zawsze wobec każdego i wszędzie trzeba być tą samą mną.





Znam ten ból. Też sobie obiecuję i ...kompletna klapa:)).
OdpowiedzUsuńNic to, póki życia, póty nadziei.
Jednak nijak pojąć nie mogę, jakimże cudem niejaki Fejsbuczek mógłby konkurować z naszą blogosferą:))). U mnie to wręcz ugór.
Myślę, że najważniejsze, żeby czuć że jest się sobą - wobec siebie. Reszta jest tylko pochodną tego.
OdpowiedzUsuńAle nie porzucaj bloga na rzecz fb, szkoda by było zamienić mądre, inspirujące przemyślenia na festiwal klikania "każdy każdemu", o którym po dwóch dniach i tak każdy zapomina.
Pozdrowienia
tak, no nie porzucam bloga, wracam co chwila, ale prawdą też jest, że na fb, choć dużo klikam, z zasady nie udostępniam dalej nie swoich treści, czyli mówiąc po prostu - piszę sama :)
OdpowiedzUsuńna blogu brakuje mi czasem możliwości przyznania komuś mojego lajku, bez konieczności zostawiania durnego komentarza w stylu "podoba mi się";
i jeszcze przyznam się do czegoś - są pewne rzeczy, o których mogę wspomnieć tylko na blogu, z wielu powodów, ale główny jest taki, że tutaj wydaję się sobie bardziej anonimowa
wielbię takie skarpety, choć posiadam tylko i wyłącznie w idiotycznych kolorach, czyli z resztek, jakie Babci zostają ;)
OdpowiedzUsuńtakie skarpety to cud! ciepło od stóp przenika do duszy i robi mi dobrze na umyśle ;)
Usuń