niedziela, 4 czerwca 2017

Karmię, karmię, karmię

Zabawne, kiedyś miałam tak mało czasu na wszystko. Miałam wrażenie, że biegam zamiast chodzić i łapię sznurki wielu spraw jednocześnie, niektóre udawało się powiązać, inne tylko pogubić.
Zabawna byłam.
Teraz to naprawdę nie mam czasu. Godziny dnia mijają na karmieniu. Każdemu to, co najlepsze. Dłużące się niekiedy sesje z rozpiętą bluzką, przechyły spod pachy, od których plecy bolą i dziwnie nogi drętwieją, minuty skradzione podczas snu na gotowanie, zamrażanie, podgrzewanie... Jestem tak zaangażowana w gastronomiczny aspekt funkcjonowania mojej rodziny, że nie mam siły na nic ponadto. Ja, taka rozczytana, zaszydełkowana, filmowa i spacerowa, nie mam kiedy zasiedzieć się na balkonie. I dopiero jak zupełnie padły stokrotki zobaczyłam, że to mszyce, podłe.
A spacery mam chaotyczne, krótkie i bezliterkowe. Może czasem się uda do sklepu wejść, oczywiście ... spożywczego.

1 komentarz:

  1. Zwolnij, bo się wykończysz. Mąż niech Cię czasem w czymś zastąpi.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję!