Pewnie już nie tak dużo będzie możliwości, by posiedzieć sobie na balkonie. Lecz dziś trafiła się ciepła słoneczna niedziela.
W swetrze i nie na boso, z robótką w ręce, smakuję moją niespieszną obecność na progu jesieni. Słońce oślepia mnie na żółknące liście magnolii. Kwiatów mniej, ale zieleń jeszcze piękna, a wszystko pozostałe wybarwia się jak potrafi. Ja też nie rezygnuję z barw.
Zrobiłam najmłodszej sweter z tej kolorowej włóczki, a z resztki wyrabiam jeszcze szaloną czapkę dla średniej. Uwielbiam ten wzór! Jakbym nie mogła się zdecydować, w którą stronę dziergać. Przystaje mi to do obecnych dni, też niestałych w barwach, temperaturach, melancholiach.




"...smakuję moją niespieszną obecność na progu jesieni" – jakże podoba mi się to zdanie!
OdpowiedzUsuńTo już ostatnie takie ciepłe dni, potem przyjdzie już tylko zima, dlatego warto je w pełni wykorzystać, chociażby na własnym balkonie. Pozdrawiam serdecznie
OdpowiedzUsuńCzapka w kolorach Twojego ogrodu, pięknie :*
OdpowiedzUsuńAniu, pięknie u Ciebie! Trzeba korzystać z tego ciepełka, póki jest :) Śliczna czapka powstaje! Piękny wzór :) Uściski!
OdpowiedzUsuńJesień w tym roku naprawdę nas rozpieszcza, jest ciepło i pięknie.
OdpowiedzUsuńŚliczna, kolorowa czapeczka :)
Pozdrawiam ciepło, Agness:)
Niesamowita ta czapka. Jeszcze takiej nie widziałam :)
OdpowiedzUsuńLubię kolory w ubraniach, szczególnie jako przeciwwagę dla ponurych szarości, słabych zieleni i jesiennych zgnilizn za oknem.
OdpowiedzUsuńA póki co słonecznie (bo dziś akurat taki dobry dzień) i serdecznie pozdrawiam z Bremerhaven!