Ach, sobota, leniwa sobota. Niby dużo do roboty, ale każdy w swoim tempie ogarnia kawałek wszechświata. Póki co myślę o tym siedząc na ogrodowej huśtawce i bosymi stopami smyram sobie po trawie, lekko wilgotnej po deszczu.
Na śniadanie dostałam gofry z pudrem, a wcześniej kawę do łóżka. Czyż można lepiej zdefiniować poranne momenty szczęścia?
Mija lato i natura obiecuje najlepszą dla mnie porę roku. Upycha wszystkie kolory pod skórki owoców i warzyw, wydobywa ukryte barwy spod zieleni. Chociaż ciepło, przyjemnie się otulić szydełkową chustą, jeszcze dziurkowaną, letnią.
Dla mnie rok zaczyna się od września, czyli za moment. Zawsze wtedy mam ochotę ulepszać sobie życie, wyznaczać nowe cele, choć im jestem starsza tym bardziej staram się przed tym powstrzymywać. Będzie co będzie.
Ale po staremu siedzę, huśtawka mi skrzypi, ból głowy przechodzi po tabletce, a w myślach klaruje się sam z siebie ogólny plan na jesień.
A kosmosy są piękne, chociaż wyjątkowo w tym roku nie mam ich w sowim ogródku. Właściwie jest jeden, jedyny który wyrósł pod jarzębiną z nasionka samosiejki.
OdpowiedzUsuńBardzo je lubię :)
OdpowiedzUsuńPiękny jest ten Twój prywatny kosmos.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam
Fajny ten Twój kosmos. U mnie tylko róże i fiolety.
OdpowiedzUsuńCześć pięknoto, jak się masz tej jesieni?
OdpowiedzUsuń