Nie zaczęłam nawet. Łapię się za kolejne zaangażowania i narzekam potem, jak to nie miałam czasu na to, co rzekomo ważne.
Kiedyś mówiłam tak o miejscu. Że niby czas bym nawet znalazła, ale nie mam miejsca. Teraz mam. Miejsce. A czas? Wystarczy rzucić resztę, aby trochę go znaleźć.
A prawda jest taka, że nie potrafię nawet filmu obejrzeć bez niezajętych konkretem dłoni. I tylko wyjątkiem jest czytanie.
Chciałabym na chwilę zatrzymać gonitwę myśli. Wyeliminować myśli o czasie, o jego marnowaniu, konieczności czegoś, o braku, powinnościach i chceniu, które nie jest koniecznością. Chciałabym móc okresowo wyłączać w sobie funkcje bieżących planowań, utyskiwań, babskiego mazgajstwa i mistrzostwa w znajdowaniu wymówek.
Może w końcu by się udało usiąść na krzywej ławeczce przed wiejską chatą przy drodze lub oprzeć łokcie na poduszce w oknie i patrząc przed się w końcu do czegoś dojść. Nie myśląc zanadto.

Wiesz, kiedyś przed przeprowadzką na wieś, sądziłam, że jak już zamieszkam na wsi - to wszystko się zmieni. Dopiero tutaj zrozumiałam, że gdziekolwiek nie zamieszkasz, zawsze zabierasz samego siebie, z sobą. Kiedy do mnie dochodzą kłębiące myśli - na głos mówię stop. To mi pomaga. Pomaga też medytacja. Jak wyciszysz samą siebie będziesz wiedzieć co dla Ciebie najważniejsze - na co masz poświęcić swój czas :-)
OdpowiedzUsuńMnie pomogły koty a dokładnie obserwowanie ich. Wcześniej pierwsze takie boom na zatrzymanie się to była diagnoza lekarska, która była dla mnie szokiem. Skończyło się szczęśliwie.
OdpowiedzUsuńŻyczę Ci tego spokoju ducha i ,,zatrzymania się" cokolwiek to u Ciebie znaczy :)
Mnie czas ogromnie przerósł, potrzebuję go jak powietrza...
OdpowiedzUsuńWitaj :)
OdpowiedzUsuńTak zajrzałam co u Ciebie słychać. Nieustająco życzę spowolnienia myśli i relaksu od trosk, od zmartwień...