Lato minęło.
I znowu jakoś żal, że za szybko, że za mało było leniwych poranków na balkonie ze słońcem i wieczorów z książką na tarasie.
Pomidory w słoikach, wrzosy zaognione i znowu zaczęła się przedszkolna i szkolna nerwowość.
Nic na to nie poradzę, że przejście lata w jesień to dla mnie zawsze czas podsumowań. Mam tak od dziecka. Jakby rok szkolny wyznaczał mi rytm. Jednak teraz jestem skłonna doszukiwać się w tym fakcie nie tyle synchronizacji z czasem szkolnym, co prostej zależności na linii przeżyte - pomyślane.
Jesień to czas podsumowań, co się do tej pory nazbierało. Gdzie się było, co przeżyło, co się popsuło, co udało.
I jednocześnie czas na decyzje - co dalej. Jak zmienić siebie i jak kształtować dalszy swój czas, aby być w zgodzie ze sobą, wykorzystać nazbierane doświadczenia, przemyśleć obrany kierunek.
To lato mija zdecydowanie za szybko. Śliczne są Twoje kwiaty. Pozdrawiam serdecznie
OdpowiedzUsuńPięknie, a przedszkolne i szkolne perypetie szybko miną...
OdpowiedzUsuńTo naturalne, że mrok za oknem, nienajlepsza pogoda i wcześniej nadchodząca noc prowadzą nas w kierunku melancholijnych podsumowań.
OdpowiedzUsuńU mnie tak samo.
Staram się mimo tego wyciągać ze wszystkiego w miarę logiczne wnioski.
Nie znam się na kwiatach, ale te twoje bardzo piękne i w moim ulubionym fioletowym kolorze. :)