wtorek, 12 lipca 2011

Czas w centymetrach

Jeszcze kilka centymetrów i słońce wpełznie na krzywą posadzkę mojego balkonu. Kilka centymetrów dalej i leniwy owczarek ułoży na nim swoje liniejące właśnie futro, przylgnie bokiem do nierówności nawierzchni, przymknie oczy w sennej błogości wygrzewania psiego ciała w promieniach słońca.
Po kilku dalszych centymetrach słoneczny zabór balkonu okaże się zapewne na tyle skuteczny, że koniecznym stanie się jednak zmiana “zewnątrz” na “wewnątrz” i wśród wzdechnięć na niedolę przepędzanego z kąta w kąt domowego zwierzaka, pies zmieni miejsce pobytu na tradycyjny dywan u podnóża sofy.
Dopóki promienie złocą mi parapet i nieśmiało oplatają firanki, zachwyca mnie bliskość podniebnego ciepła. Z każdym cetymetrem jednak dusznieje powietrze nad sofą, palą rozgrzane stopy na poduszce i każdy niedomyty ślad minionych deszczów zniekształca mi światłość otoczką kurzu.
Nie do wytrzymania, gdy słońce przepala szyby, przenika mizerne sznurki firanek i twarz mi czerwieni, oczy zamyka. Trudno nie bronić się na kolejnych trzech metrach.
To naturalne, że dla słońca czas mogę mierzyć w centymetrach. I oczywiste, że roleta w oknie to zaburza. 

Tak mało słońca ostatnio, a ja właśnie zauważyłam, że dawna nie podnosiłam rolet.

1 komentarz:

  1. Od bardzo dawna ;)

    Akurat dziś zastanawiałem się czy wrócisz do blogowania, gdy po raz kolejny zastałem "zamknięte", ale widzę, że jesteś. Super.

    Wszystkiego słonecznego.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję!