sobota, 8 października 2011

kompoty myśli i jesienny ferment

Nie było czego zamykać w wekach w tym roku. Wyszłyby z tego same kwaśnice, pleśnie i spieniacze. Nie robię zapasów na tę zimę. Potraktuję ją odświeżająco.
Po łagodnym sierpniu i wrześniu, które wróciły mi oddech, czekam na te zapowiadane październikowe deszcze. Niech poświęcą mi jesienne dni i przeznaczą je na codzienne rutyny.
Tyle myślałam kiedyś o tym, że warto coś zrobić ze swoim życiem, przewartościować je trochę, wymyślić pozytywne zmiany. Myślałam i myślałam - na co to komu? Tyle straconej energii.
A tymczasem zmiany nadeszły same, nieprzemyślane, trudne, pozornie złe. Oswajają mnie. Przyzwyczajają do swoich niezaplanowanych zaistnień. Wpisałam je do kalendarza i pielęgnuję.
Rozebrano już uliczne ogródki niektórych warszawskich restauracji. Między kamienicami wieje wiatr, znowu rozsiewa kolejne ulotki. Nadal portier bez uśmiechu odpowiada na moje dzień dobry, ale tym razem każdy mój dzień jest dobry. I w pracy i poza nią.

3 komentarze:

  1. Och!
    Miód lejesz na moje serce!
    Tak się cieszę:)
    Tak bardzo.
    :*

    OdpowiedzUsuń
  2. Ogródki w Krakowie istnieją i mają się dobrze. W jednym z nich, już teraz zamontowali ogrzewcze lampy, dzieki czemu pod parasolami jest cieplutko, nawet w brzydki, zimny dzień.

    OdpowiedzUsuń
  3. nie mogący się zalogować, ale jednak - Portier8 października 2011 20:08

    O przepraszam! Ja zawsze doceniam i odwzajemniam czyjś uśmiech, nawet taki najzupełniej służbowy! ;))

    Ukłony

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję!