wtorek, 25 lutego 2014

spacer po parku

W taki słoneczny wtorek jak dziś, w dodatku zaledwie kilka minut po dwunastej, park wcale nie jest pusty. Może nie wszystkie ławki są obsadzone, ale po alejkach szwędają się grupki chyba nieprzypadkowych spacerowiczów. Nam to leniwe podążanie w dowolnie wybranym kierunku zostało wpisane na kartę lekarskich zaleceń. Inni chyba stosują podobny fortel całkowicie dobrowolnie, z upodobaniem.
W powszednie dni bywałam w parku jedynie na urlopie macierzyńskim i wychowawczym, dawno temu. Może nawet to nie byłam już ja, na pewno nie ja. Wtedy alejki same przechwytywały ślady kół, by podążyły za nimi moje stopy. Każdej ścieżce nadawałam nazwę i dorabiałam historię każdemu napotkanemu człowiekowi. Stwarzałam swój park pośród tej wspólnej przestrzeni i żałowałam każdego dnia, kiedy nie mogłam tam pospacerować.
Od jakiegoś czasu park nie jest moją przestrzenią, choć czasem, zwykle weekendami, wprowadzam tam za rękę wyrośnięte z wózka istoty. Opowiadam, oprowadzam, nie udaje mi się przytrzymać ich choćby na chwilę na ławkach.
Dzisiaj był tylko spacer, powolny, w słońcu i lekkim wietrze. Taki spacer chusteczkowy. Zupełnie jakbyśmy wszystkie trzy uparły się, aby na zmianę, jedna przez drugą, do wybranych koszy wrzucać higieniczne dowody powrotów do zdrowia. A mijane dziewczęta rozprawiały o sukienkach, ojciec pilnował torby z butami jeżdżącego na rolkach kilkulatka. Dojrzałe kobiety bez torebek, z rękami w kieszeniach i zachwytem na twarzach powtarzały jedna do drugiej: „ach, jak ja dawno tutaj nie byłam!”.

1 komentarz:

  1. Też mam taki "swój" park w Katowicach. Nie byłem w nim od dwóch prawie dekad.
    I teraz czytając to jednym okiem (wyobraźni) wróciłem tam na chwilę. A Twój wpis do tego niemego starego filmu dołożył dźwięki, zapachy i kolory.
    Dziękuję.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję!