Trwam w swojej ciszy, tej wewnętrznej. Nikt się nie zorientował, że wszystko we mnie milczy. Dla niepoznaki – gadam, gadam, gadam. Zawsze tak, jak się denerwuję. Śmieję się, aby nie płakać. Inicjuję rozmowy, rozbawiam. A w środku wszystko we mnie drga z tej słów pustki, z nadmiaru emocji złych, z lęku powracającego, wciąż obecnego.
Wyciągnęłam z szafy stary sweter oliwkowy, ziemisty, niekorzystny. Otula moje obawy w bezkształtny czas oczekiwania. Jestem w nim poprzednią sobą, zapomnianą, chyba prawdziwszą.
Może tak mnie Hozier nastraja, może mijający maj. Pojechałabym do Gdańska. Czemu tam? Nie wiem. Po prostu nie tutaj.
Wyciągnęłam z szafy stary sweter oliwkowy, ziemisty, niekorzystny. Otula moje obawy w bezkształtny czas oczekiwania. Jestem w nim poprzednią sobą, zapomnianą, chyba prawdziwszą.
Może tak mnie Hozier nastraja, może mijający maj. Pojechałabym do Gdańska. Czemu tam? Nie wiem. Po prostu nie tutaj.


Melancholijnie, ale bardzo ładnie.
OdpowiedzUsuń