Zamiast narzekać, a właśnie miałam zamiar opisać jak mi się doba skurczyła, sen uległ redukcji, a zwiększył poziom stresu ze względu na podwyższony poziom absurdu biurowego, w którym muszę przebywać długie minimum 8 godzin dziennie, postanowiłam wymienić sobie kilka, bo mam nadzieję, że kilka się znajdzie, plusów mojej obecnej sytuacji.
Dla przypomnienia - wróciłam do pracy po dwóch latach nieobecności. Jak bardzo to trudne ta tylko wie, która zrobiła podobnie. A plusy są takie:
1. znowu dużo czytam - hurra długie dojazdy do pracy! Godzinka rano, godzinka po pracy, ścisk taki, że ręki nie ma gdzie uczepić, ale na szczęście książkę i tak jakoś udaje mi się rozłożyć
2. znowu maluję paznokcie - uwielbiam to, ale wydawało mi się bezsensowne w domu, teraz nie mam takiej wymówki
3. są w moim otoczeniu ludzie, którzy nie oczekują ode mnie stuprocentowej uwagi, mogę ich zostawić na chwilę, zupełnie stracić z oczu, a nic złego im się raczej nie stanie
4. sypię cytatami z teraźniejszych bajek tak, że "najmundrzejszym" tej fabryki zamykam usta, otwieram oczy
5. widzę świat, bo czasem trzeba stronę przewrócić np. brodą, a wtedy za oknem a to pałac, a to pole.
Jestem zbyt zmęczona, aby znajdować dalej. Zamiast tego muszę odnaleźć drogę do łóżka, bo jutro niestety wtorek.

Fajny tekst, czytało się z przyjemnością :)
OdpowiedzUsuńTrudno jest widzę, ale mimo wszystko pozytywnie.
Powroty Aniu są zawsze ciężkie, zwłaszcza po dłuższym okresie. Coś o tym wiem. Fajnie, że jakieś pozytywne strony znalazłaś i oczywiście czas dla nas Czytelników Twojego bloga :)). Wszystkiego dobrego!!!
OdpowiedzUsuń