Rozmawiałyśmy o wakacjach, o czasie wolnym po pracy, o odpoczynku. Chciałam koleżance odpowiedzieć dowcipnie, jaki to będę miała "idealny" czas w domu po południu i zaczęłam opisywać, co będę robić wiedząc, że właśnie na to na pewno nie znajdę tak spokojnej chwili, jak bym chciała. Chociaż to, co bym pragnęła akurat robić to naprawdę nic szczególnego. Po prostu kawa w ulubionej filiżance na balkonie, ugotowanie w spokoju zupy dla rodziny, przeczytanie ze dwóch rozdziałów książki z nogami na sofie, aby odpoczęły nogi. Oprócz tego leniwe, a nie pospieszne czynności przygotowawcze: małe prasowanie, jedno pranie, podlanie wszystkich kwiatów. Gdyby jeszcze czasu trochę starczyło na komputer albo chociaż smartfon - o, to by było idealnie.
I to wszystko było ironicznie, bo przecież tak się nie uda. Nigdy się nie udaje - myślałam z przekąsem. Zawsze w pośpiechu, gorączkowo, z dzieckiem przy nodze, rozpraszana zagrożeniami i dziecięcym znużeniem, a może też potrzebą wyłączności.
Ale ... nie powiedziałam tego. Myśli łaziły ze mną, uczucia wzbierały, żal ustępował. Uświadomiłam sobie i choć teraz nie wydaje się to być czymś szczególnym, dla mnie jest jak odkrycie Ameryki, że ja codziennie mam ten swój idealny czas! I tylko go nie doceniam. Cóż z tego, że wolniej i z przerwami koniecznymi dla pielęgnacji czy przytulenia dziecka, ale jednak mogę pranie zrobić i zupę ugotować. Piję kawę, czasem w biegu, fakt, ale tych ulubionych kubków mam kilka, jak i balkonów zresztą. Jeśli nie uda się poczytać to nogi odpoczną mi, gdy usypiam dziecko wieczorem. A całe moje niezadowolenie, te frustracje beznadziejne, funduję sobie sama, nie wiem po co.
Przedziwne. Sądziłam, że jestem w miarę rozsądna, a tak się dałam nabrać!
Na zdjęciu jeżówka purpurowa. Stała mi się symbolem tej mojej niecierpliwości. Kłącze krótkotrwałe. Wysiałam rok temu z kupnych nasion. Wyrosły liście w zeszłym roku i tyle. Ładne dość, ale tylko liście. Zwiędły potem. Byłam rozczarowana, bo nie tak to wyglądało, jak chciałam.
A w tym roku ... nie mogę się napatrzeć!

Piękne podsumowanie Aniu i bardzo trafne wnioski.:) Ciesz się dzieckiem, bo to prawdziwy skarb, a lata szybko lecą i ani się obejrzysz jak będziesz tęsknić za tymi wspólnymi chwilami. Pozdrawiam serdecznie.:)
OdpowiedzUsuńTo prawda 🙂 Serdecznie pozdrawiam.
UsuńOj tak... w toku tego dziwnego życia ucieka nam to co jest naprawdę ważne w życiu. Zadziwiające jest to, że poprzednie pokolenia doskonale o tym wiedziały my musimy na nowo to odkrywać... ale podobno jesteśmy postępowi :)
OdpowiedzUsuńPiękne... uwielbiam je i tak jak Ty musiałam trochę poczekać na ich piękno :)
To chyba po prostu na tej zasadzie, że każdy musi ileś tam swoich błędów popełnić. Pokolenia też.
UsuńA zatem życzę miłego spożytkowania swojego idealnego czasu. Pamiętaj, że "nie odnajdzie więcej nas, ta sama chwila", dlatego warto się nimi cieszyć.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam
Dziękuję Karolino, staram się jak mogę. Tyle że emocje...
UsuńAniu, bo wszystko jest w naszej głowie, i przeważnie to my sami komplikujemy. Czasami jestem w tym mistrzem :-)
OdpowiedzUsuńTo prawda. W tej dziedzinie jestem arcymistrzem, niestety.
UsuńAniu, wszystko zależy od naszego podejścia. Czasami pędzimy za tym co niedostępne i jesteśmy sfrustrowani, bo nie możemy tego mieć. A przecież wystarczy tylko cieszyć się tym co mamy, bo mamy bardzo dużo :D Doceniać i cieszyć się każdą najmniejszą nawet chwilą i życie od razu staje się radosne, kolorowe i piękne :))
OdpowiedzUsuńJeżówki uwielbiam :)))
Ściskam serdecznie, Agness <3
O tak, nauka rezygnacji to potężna sztuka. Dziwne, że czasem ludzie wolą żyć niedościgłym marzeniem i przez to tracić codzienność. Niestety, też się na to niekiedy nabieram.
Usuńoch, uwielbiam jeżówkę purpurowaą... nawet znalazła miejsce w jednym z wierszy :P i nie nabierajmy się, życie jest zbyt krótkie :P ucałowania
OdpowiedzUsuńO tak, świadomość kruchości i krótkości życia zwykle skutecznie leczy z bzdur. Niestety,czasem tylko zalecza na chwilę, do następnego momentu świadomości.
Usuń