Przejdź do głównej zawartości

znowu początek




Dla mnie tak rozpoczął się Nowy Rok - wschodem słońca za przystankiem, a raczej niebem w nieoczekiwanych kolorach, krwawych. Ten jasny punkt między drzewami to wcale nie słońce, po prostu silne światło na kominie elektrociepłowni. Czasem lepiej nie wiedzieć. Pusta ulica drugiego stycznia, nieprzyjemny poranek nieprzyjemnego roku, a tu proszę - mimo wszystko namiastka w zasadzie jakiegoś piękna. Albo przestroga, zależy jak spojrzeć.

Powinnam tyle zmienić w swoim życiu. Nie rozumiem, czemu tego nie robię. Dlaczego kończy się na zauważeniu problemu, opisaniu go mniej lub bardziej właściwie, ale nie idzie za tym nic ponad wytrzymałość, asekuranctwo, zmęczenie? Dlaczego uznaję coś dla świętego spokoju? Czemu to spokój jest święty, a nie zamieszanie, które zawsze towarzyszy zmianie? A nade wszystko - czemu we mnie tak mało skłonności do podejmowania ryzyka?

Wytłumaczę sobie każdą krzywdę, każdą niesprawiedliwość biorę na siebie. Krytyka owszem, budzi we mnie bunt, ale dopiero wtórnie. Najpierw burzy we mnie z trudem budowane latami poczucie wartości. Gdy przychodzi do chłodnego osądu, nie mam już w sobie czego bronić. Już wtedy nie wiem, co wiem, kim jestem, tracę wieloletnie doświadczenie i zdrowy rozsądek. Nie ufam sobie i kłamcom - emocjom.

Jestem tylko ja, mała samotna dziewczynka na pustej ulicy, w obliczu kolejnego początku kryzysu, który świat mylnie bierze za słońce.

Komentarze

  1. Nie podejmuję ryzyka, natychmiast się wycofuję. Wszystko jest u mnie przemyślane... długo przemyślane i nawet jeśli wiem, że efekt końcowy będzie super, a po drodze dochodzi do pewnego, nietolerującego przeze mnie głupiego ryzyka natychmiast przerywam całą akcję nawet jeśli poświęciłam na to mnóstwo czasu. Zatrzymuję się i szukam innej drogi. Ja jestem tą osobą, która nadłoży 200 km drogi idąc dookoła niż przechodząc przepaść jakimś podejrzanie wyglądającym mostem z dziurami.

    OdpowiedzUsuń
  2. Wszystkiego dobrego w Nowym Roku, i chociaż już trwa... to też ryzyko, żyć!

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Dziękuję!