Przejdź do głównej zawartości

od nowa

Znowu trochę jeżdżę do pracy. Być może po to jest komunikacja, abym miała czas pobyć sama ze sobą, ze swoimi myślami. Naprawdę to lubię. Latem wydłużam trasę, urozmaicam porannym kwadransem spaceru na dalszy przystanek. Losuję autobus i jadę jak najdalej do dogodnej przesiadki. Celowo zagubiam się i potem odnajduję.

Małe uliczki śródmieścia porankami są senne, powoli budzą się nielicznymi kawiarniami. Uchylone drzwi kościoła na Placu Zbawiciela kuszą możliwością skupienia. Dobrze się dziękuje z rana, świetnie się spieszy nierozgrzanymi słonecznymi chodnikami. Chciałoby się tak minąć pracę, poszukać dalej swoich postanowień, pozmieniać i te rutynowe trasy.

Minęło prawie dwanaście lat od założenia tego bloga. Początkowo był mi na pomoc. Musiałam wołać w literach do siebie samej, mieć gdzieś spisane moje zmagania. Taka kondensacja emocji w puszce blogowej konwencji. 

Były przerwy, były zmiany, różne przymiarki, cięcia tematów i skręty w hobby. 

Dziś czuję się, jakbym co najmniej po raz trzeci zakładała bloga od nowa. Dlatego nowy tytuł. 

Komentarze