Przejdź do głównej zawartości

szukając ciszy

Wydaje się, że za dużo szumu w moim życiu, takiego przeszkadzającego. Jednostajny szmer klimatyzacji i nawiewów w pracy wciąż mnie rozdrażnia. Trudno wybaczać współtowarzyszom korporacyjnej niedoli głośną wymianę błahych myśli o dokonaniach ich pociech, nic niewnoszących opinii o świecie wygłaszanych w tonie wszechwiedzącego guru, sarkazmu. 

Póki co przerwy na ciszę próbuję sobie robić w przydomowym ogródku, wieczorami, ignorując przy tym odgłosy życia sąsiadów, a koncentrując na trelach ptaków.

Lecz jak bez problemu wymieniam zakłócaczy ciszy w codzienności, tak nie wpadłam jeszcze na to, co jest moim wewnętrznym hałaśnikiem. Jaki element myśli sieje ferment, skrada uwagę, rozprasza i męczy.

Chodzę po Warszawie upalnymi popołudniami, niespiesznie i coraz dłużej. Wyłapuję w tłumie podobnych do mnie, zagubionych. Przeżycia wewnętrznych dramatów niezwykle uwrażliwiają, wyczulają na sygnały zbliżone do tych już w sobie przepracowanych. Hamuję się niekiedy, aby nie podchodzić, nie całować dłoni zdezorientowanych staruszek, nie przytulać rozchwianych nastolatek, nie uśmiechać się znacząco do wczorajszego czterdziestolatka. Ale nasze oczy znajdują się w przestrzeni ciszy w miejskim tłumie, znacząco jadą naprzeciwko siebie metrem, przekazują wolną kasę w drogerii. I ciszą pozdrawiają się mijając w podmiejskiej przestrzeni, wlokąc torbę całodziennego zmęczenia i reklamówkę spraw do przemyślenia.

Komentarze