czwartek, 11 kwietnia 2013

niepowtarzalność

Znowu za dziesięć siódma, pośpieszna kawa na stojąco w kuchni, budzenie dnia, pakowanie kanapek. Albo ma być pogoda, albo nie, będzie słońce/deszcz albo nie będzie. Nie pamiętam już, co tam dzisiaj akurat mówili. Te same spodnie co wczoraj, a może i przedwczoraj, nie kojarzę jakoś. Niewiele się różnią dni od siebie, tylko popołudniami trochę. Poranki są jednakowe. I buziaczki, i „miłego dnia”, „zadzwoń”, „zadzwonię” i po schodach w dół, ze dwa „dzień dobry” i pierwszy haust jeszcze nie wiosennego albo już trochę wiosennego powietrza. W drodze na przystanek tradycyjnie żałowałam, że nie wstałam wcześniej, nie włożyłam stóp w turkus butów do biegania, nie wchłonęłam porannej porcji Warszawy tuż przed pustoszeniem parkingów sypialnianej dzielnicy.


Zamiast tego, jak co dzień, w grupie ludzi znajomych z widzenia, a którym zgodnie z obecnie panującym nie wiedzieć czemu trendem nie mówimy sobie „dzień dobry”, kontemplowałam barierki przystanku w wiecznym remoncie, hipnotyzowały nas zmiany świateł na skrzyżowaniu, a słońce, którego nikomu z nas nie udało się odnaleźć za blokami, wygrywało z nami w zabawie w chowanego.

Siedziałam w tramwaju albo stałam, w uszach blues albo nie, a może nawet to nie muzyka a myśli zagłuszały mi telefoniczne rozmowy zdążających do szkół nastolatek. Czytałam książkę, pachniały mi kanapki z torebki i jak zwykle w ostatniej chwili zorientowałam się, że czas na przesiadkę do metra.

Od wczoraj nawet o kilka metrów nie przesunął się ani Pałac Kultury ani pani rozdająca gazety, tymczasowe przejścia przez Marszałkowską wypadają w tych samych miejscach i zupełnie tak samo pachną drożdżówki z Sezamu. Może śnieg trochę stopniał, a może to już wczoraj było tej szarości chodników więcej niż zadymionej bieli na krawędziach ulic? Nie wiem.

Nie pamiętam wczorajszego poranka i czym różnił się od dzisiejszego. Nie wskazałabym różnic bez większego zastanowienia. Mijam te dni jak kolejne stacje metra; są trochę podobne, trochę różne, inaczej nazwane, powtarzające się w określonych interwałach. Na każdej zdarzyło mi się zbudować doraźnie znaczenie swoją obecnością, przemyśleniami, spostrzeżeniami, zapomnieniami, nami. Na każdej byłam. Wyjątkowości żadnej z nich nie pamiętam.

Trudno jest pamiętać o niepowtarzalności każdego przeżytego dnia. Ale wszystkie składają się na moją podróż.


1 komentarz:

Dziękuję!