niedziela, 27 grudnia 2015

Aniołów potrzeba

Nie mam świątecznego nastroju ani nie wypoczywam tak, jak sobie obmyśliłam. Oj tam śnieg, jego mi akurat wcale nie brakuje.
Generalnie, nie było w ogóle u mnie atmosfery jakiejkolwiek, nie tylko bożonarodzeniowej.
Zamiast tego chorujemy nie wiadomo na co, gorączkujemy. Takie atrakcje.

Znowu się muszę pozbierać, choć jeszcze zdaje się nie koniec. Ale muszę być silna, bo co dziecku choremu po załamanej matce? I jeszcze tak się poskarżę, że jestem w tym sama. Uwikłana w zamartwianie się. Padnięta nad ranem byle gdzie.
A, no i taka melodramatyczna, że aż mi wstyd się przyznać.


Aniołów potrzeba mi.

4 komentarze:

  1. Święta zawsze wpędzają w nastrój - jednych w świąteczny, innych w pedantyczny, jeszcze innych w mniej chlubny, tzw. depresyjny. Ale już minęły, sprzątaj ozdoby, nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No tak, niby tak byłoby najprościej. Jeszcze chyba nie rozliczyłam siebie ze świątecznych kłamstw dzieciństwa. Ale czytałam o Twoim podejściu do świąt i rozumiem Twoją zdroworozsądkową radę :)

      Usuń
  2. Melodramaty jak poematy - wplątują się w rzeczywistość, choć niechciane.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie, niechciane. Ale na blogu dopuszczam póki co...

      Usuń

Dziękuję!