poniedziałek, 28 grudnia 2015

grudzień w lesie


Mało zimowo, mało świątecznie. Ale pięknie, spokojnie, niedzielnie. Spacer rodzinny po lesie jakiś tydzień przed świętami. Mógł je zastąpić.
Pod pozorem robienia zdjęć mogłam podpatrzyć, jak można próbować w przyrodzie przetrwać. Mnie tego nie uczono, na żadnym etapie.


Korony pochylone, niemal złożone do ziemi. Lecz niezłamane. Jestem pewna, że na nich wiosną najszybciej pojawi się nadzieja.


Wystarczy odrobina słońca, by wszystko wyglądało o wiele lepiej. Wszystko.


Chociaż nawet badyle niepozałatwianych spraw mogą wyglądać malowniczo...




Moja ulubiona alejka brzozowa. W "moim" lesie jest ich zresztą kilka.
Daję słowo, zawsze mi lepiej, lżej i radośniej, gdy sobie po niej drepczę.


1 komentarz:

  1. Brzózki mają fajną energię :) Ostatnim razem, przed świętami, spacerując po lesie, znalazłam ogień, trawił gałąź przy wyrębie lasu. Zagasiłam, ale ktoś był bardzo niemądry, po śladach było widać, że to ludzka robota.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję!