piątek, 14 października 2016

bez okazji


Proszę - takie ładne. W dodatku bez okazji, w środku tygodnia, wieczorem i po prostu. 
Nie, nie dopatruję się podstępu, nie szukam ukrytych wyrzutów sumienia za jakieś tam popełnione winy. Naprawdę się cieszę. Jak dzieciak. A w zasadzie jak sentymentalna baba z telenoweli, platonicznie zakochana nastolatka, zwyczajnie jak nie ja.
Może po prostu dorosłam do spontanicznej radości? Może mam taki jej deficyt, że chłonę każdy najmniejszy przejaw sympatii, piękna, przyjemności? Może ciało mi podświadomie wie, że rzeczywistość wystarczająco martwi, by stać mnie było na marnotrawienie niespodziewanym życzliwości?

Rzadko dostaję kwiaty. Nawet z okazji rzadko, a bez to już w ogóle prawie nigdy. Chciałoby się od razu pociągnąć wątek radykalniej i stwierdzić, że w zasadzie cokolwiek dostaję rzadko. Ale ... to nie byłaby prawda.
Patrzę na te kwiaty wielokrotnie w ciągu dnia i wciąż przypominam sobie otrzymane drobne i większe radości. Nie byłam tego świadoma, ale mogłabym z nich układać bukiety. 

Naprawdę.

4 komentarze:

  1. Piękne są :) i radość urocza :) dobrze tak się ucieszyć i z radością przepuszczać czas, chociażby przez palce, a nawet w pocie czoła :) ważne, że z uśmiechem.

    OdpowiedzUsuń
  2. Lubię dostawać kwiaty ale doniczkowe. Cięte dla mnie nie mają zupełnie sensu.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję!