wtorek, 6 lipca 2010

znowu

Znowu jestem w domu na bieżąco. Po raz setny obejrzałam pusty zlew i dno kosza na pranie. Zamiast tego zmywarka gra, a konwaliowy zapach ze sznurków na balkonie ucieka wgłąb pokoju przed słońcem. Kończę drugi dziecięcy sweterek. Fasolowa wesoło bulgoce w kuchni. Zamiast pantofli mam bose stopy, a wyprasowane koszule czekają na przyszły poniedziałek w szafie.
Niestety.
Chociaż tak jest miło, że mogłoby być tak zawsze, przyczyna tego porządku jest nie od zaakceptowania. Tak, wiem, wiem, wychoruje się. Cóż to za dziwne określenie! Jakiekolwiek by nie było wiem, że jest w nim jakaś prawda.
Czekam więc. Zapisuję, by pamiętać o przyczynach, gdy wkrótce statki zacumują w nadmiarze w zlewie, jęknie pusta lodówka, a ciuchy do prania rozsypią się malowniczo wokół kosza w łazience.

1 komentarz:

  1. Ja też lubię mieć posprzątane i pozmywane :)
    Zwyczajność jest fajna!

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję!