wtorek, 4 stycznia 2011

ja - kobieta

Zostały cztery dni, aby przebrać się za kobietę. Mam ten problem przy okazji nielicznych rodzinnych zjazdów, no i corocznego styczniowego balu karnawałowego.

Nic nie pomaga, że sobie obiecam uwrażliwić się na delikatność, na piękno dyndających wisiorków, na obcisłe bluzki i dobrze skrojone sukienki, pantofle. Co jakiś czas lądują w koszu ujędrniające i wygładzające skórę zestawy do różnych części mojego ciała, maseczki, mleczka, palety cieni i zaschnięte tusze do rzęs. Wszystko - na co nie znalazłam czasu więcej niż kilka razy podczas ich terminu użycia. Widać - kupić to za mało. Nie używa się samo. W każdym razie - starałam się. Dobra, trochę za mało, fakt.
Szkoda. Tak bym chciała mieć to we krwi i na pytanie o to, kim jestem, zaczynać odpowiedź od słów: "jestem kobietą ...". Chciałabym bawić się fasonami w różnych kolorach, dodatkami, torebkami, apaszkami. Chciałabym drżeć przy wystawach biżuterii i mieć przyspieszone tętno podczas relacji z pokazów mody. Chciałabym umieć codziennie czarować łazienkę w domowe spa i z uśmiechem znosić pachnące tortury mazideł, kadzidełek i innych takich.
I gdyby tak chociaż raz - szczerze, z głębi serca i z pełnym wewnętrznym przekonaniem westchnąć mimowolnie przy szafie, że nie mam co na siebie włożyć... Ale ja zawsze mam - lekko za duże spodnie, bawełniana koszulka w kolorze burym, za duży sweter, płaskie podeszwy wygodnych butów. Z biżuterii - zegarek. Mam kilka takich zestawów.
Z wyjątkiem zegarka, ale on naprawdę pasuje do wszystkiego.

8 komentarzy:

  1. ;)
    ale ty jesteś stuprocentową kobietą, tylko otoczki nie lubisz. Kobietą się jest od środka;)
    Otulam:*

    OdpowiedzUsuń
  2. Mazidla i olejki wszelakie uwielbiam:) bo nie znosze suchej skory. Ale juz ze szmatami mam bardzo podobnie jak Ty:)) Wygoda przede wszystkim!!

    OdpowiedzUsuń
  3. Eeee tam...
    Bura koszulka i za duży sweter są bardzo sexy. O wiele bardziej "przytulalskie" niż quasi sylwestrowe kreacje jak z filmów.
    Wiem co mówię! ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja mam tak z biżuterią. Jedyna to zegarek. We wszystkim innym, zwłaszcza kolczykach i naszyjnikach, czuję się jak własna ciocia. U innych, oczywiście, bardzo mi się podoba. Potem, urzeczona widokiem koleżanki, kupuję korale/kolczyki dla siebie, przymierzam... i już nie noszę.

    OdpowiedzUsuń
  5. Poszukałabym przyczyn.
    Tym bardziej, że piszesz "chciałabym" - więc pragniesz...
    Tętno podwyższone przy pokazach mody - niekoniecznie. Mnie się wtedy podnosi, ale z solidnego w#@$%u. Rzadko się podnosi, bo nie oglądam.

    OdpowiedzUsuń
  6. Witaj,
    też bym chciała mieć więcej czasu i miejsca na fantazje o strojach i dodatkach.
    Ale cieszą mnie też płaskie buty, dżinsy i półsportowy szyk na codzień.
    Zegarka nie noszę :)
    Ale lekki makijaż naprawdę nietrudno opanować, dodaje kobiecości w każdym stroju :)
    pozdrowienia i wszystkiego Najlepszego w Nowym Roku!

    OdpowiedzUsuń
  7. Zdecydowanie wolę niedobór"kobiecości" niz jej nadmiar, u siebie i innych.Gdy przekroczysz cienką granicę stajesz się lalą a tego nie lubię. Ale Tobie to nie grozi, jak widzę.
    Ściskam Cię Aniu noworocznie:)))

    OdpowiedzUsuń
  8. Też tak mam, że kupię jakiś kosmetyk a po terminie wyrzucam prawie całkiem nie używany. Bo ileż czasu trzeba by spędzić w łazience nakładając na pupę to, na brzuch tamto, na stopy jeszcze coś innego itd. A tu poducha ciągnie. Ze strojami podobnie: najpierw wygoda, potem elegancja. Za to bardzo lubię wisiory i kolczyki. Nawet do wełnianego obszernego swetra lubię coś włożyć, ale jak mi nie gra, to wolę bez.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję!