sobota, 29 stycznia 2011

w poszukiwaniu zdrowia

Siedzę w domu - chora jestem. A w zasadzie nie siedzę. Ostatnie 4 dni albo leżałam albo łaziłam na żebry do przychodni, żeby mnie ktoś obejrzał, posłuchał itd. Nie to, że czułam potrzebę. I wcale nie miałam na to czasu ani siły. Poszłam ze strachu. No i dlatego, że nieodżałowany jeszcze abonament w prywatnej służbie zdrowia zadziała dopiero (co za ironia) od lutego. Ciekawe, czy wtedy będzie mi lepiej. Chciałabym, aby i wtedy zadziałała ironia, tj. żebyśmy od lutego wszyscy zawsze byli zdrowi. Będę bulić.
A teraz sobie tydzień jeszcze posiedzę.
Wszyscy już byli chorzy. Schemat jak z zeszłego roku. Wszyscy po kilka razy. Rok temu zachorowałam na koniec zimy i nie przestałam przed sierpniem. Ale pozostali byli zdrowi.
Mam nadzieję, że schemat powtórzy się w tym roku w ten sposób, że po mnie już nikt nie zachoruje aż do jesieni.
A na marginesie - jak tak dalej pójdzie, będę musiała zmienić nazwę bloga. Zamiast patrzeć w sufit, wbijam mętny wzrok w niesufit. Narzekam jak zawodowa maruda z kilkuletnim stażem. Na pewno się wszystkim wydaje, że pasjami rozdrapuję każde moje małe nieszczęście do żywej tkanki przyczyn, emocji i faktów.
Zatem chyba wprowadzę kilka zmian.
Dla zdrowotności.

3 komentarze:

  1. Ze zmianami czy bez, to juz malo istotne, ale niech ta zdrowotnosc przyjdzie:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Oj tak, zdrowia życzę i ja!

    OdpowiedzUsuń
  3. A ja lubię takie ...marudzenie.... Ale chorób nie lubię, więc DUUUUUUżO ZDROWIA! :D

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję!