piątek, 25 października 2013

"Żart" Milan Kundera

Ach, ta słowiańska dusza! Młodość wpleciona w dzieje narodu, upodobanie do muzyki, wódki i kobiet, a także to przekonanie o swojej nieujawnionej wyższości, ważności, specjalnym przeznaczeniu indywidualnych losów. A przy tym dystans do własnych zaangażowań – ot choćby do partyjnej zasadniczości, do miłości, której nie daje się szansy objawić, do siebie, gdy trzeba wyrzec się w imię czegoś, w co się już nie wierzy.

Tutaj indywidualnie pojmowana sprawiedliwość miesza się nie tylko z zemstą, którą podobno najlepiej wymierzać na zimno, ale także z próbą osiągnięcia jakiejś narodowej, dziejowej sprawiedliwości. A tymczasem krzywda narodu to szereg nieszczęść jego obywateli, w dodatku niezawinionych, ot połączonych luźnym splotem spędzanej w jednym mieście młodości. Coś, co miało być żartem wyrośniętego młokosa, sztuczką, na którą nie złapała się nieco sztywniacka dziewczyna, wtrąca Ludwika w machinę, która losuje dla niego całkowicie odmienny życiorys niż ten, do którego wydawał się być przeznaczony.

I oczywiście po latach wraca. Literacki motyw powrotu do elementu przeszłości bohatera, tutaj sprzężony z miejscem, świetnie się sprawdza do takich rozliczeń. Przy okazji wychodzi na to, że zemsta na zimno nie pasuje do Słowianina. Nie daje satysfakcji realizacja po latach wyliczonego rachunku krzywd, choć może kalkulacje były poprawne. Trzeba było wtedy, w tej innej rzeczywistości, dać oprawcy w gębę, potrafić mu się przeciwstawić… ale żeby to umieć – trzeba było przeżyć najpierw to wszystko, co okazało się skutkiem doznanych krzywd. A tego słowiańska dusza na trzeźwo na klatę wziąć nie potrafi.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję!